wtorek, 28 kwietnia 2015

One Shot Nakamura

            
     Witam wszystkich oto pierwszy One Shot na zamówienie. Z wielką dedykacją dla Aliena.



                                                                                              Christopher  
                                                                                         Alexander
                                               
                                                         Nakamura

            Słońce praży, ptaszki śpiewają, a my zamiast na dworze siedzimy na korytarzu jak na szpilkach. Otóż po tej przerwie ma się odbyć sprawdzian z angielskiego. Prawdę mówiąc, to ja nawet lubię ten przedmiot, ale nauczyciel, który go uczy jest straszny.
            Pan Okami, bo tak mu na nazwisko, jest podstarzałym mężczyzną, który nie wie jak używać komputera czy drukarki, więc wszystkie nasze testy musimy pisać ręcznie. Niestety to zajmuje ponad 20 minut. Jakby nie patrzeć na rozwiązywanie zadań zostaje nam troszkę więcej niż połowa lekcji. Nikt normalny nie napisze klasówki w tak skrojonym czasie. To za mało.
            Wiele razy staraliśmy się wytłumaczyć mu, że tak nie można robić, ale on tylko mówił, że ma władzę w tej sali i będziemy chodzić jak w zegarku. Gdy próbowaliśmy coś dodawać, pan Okami zaczynał:
-Za moich czasów to…- i milkliśmy. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie lubi jak jakiś moher zaczyna gadać takim tonem.
            Dzwoni dzwonek, a moje szczupłe nogi coraz bardziej się trzęsą. W takich chwilach jak ta wszyscy uczniowie zmieniają się w zwierzynę łowną i starają się znaleźć dobre kryjówki.
            Nie dalej jak po dwóch minutach, najdłuższych w moim życiu, przyszedł wcześniej wspomniany belfer z radosną miną. Czasami mam wrażenie, że on jest w swoim żywiole, gdy stawia nam jedynki. Siadam w ławce i wyjmuję kartkę wraz z długopisem. Czuję się jakby przejechał po mnie pociąg, a potem walec i jeszcze raz pociąg. Normalnie jakby mnie ktoś wrzucił do pralki i włączył odwirowanie. Chyba zaraz zwymiotuję ze strachu. Nie mogę po raz kolejny oblać sprawdziany, bo potem nie nadążę z poprawami.
-Widzę, że jesteście już przygotowani, no to zaczynamy.- wrzeszczy zadowolony z siebie nauczyciel.
            W odpowiedzi my tylko mruczymy coś niezadowoleni.
-Podaj znaczenie następujących słów- kontynuuje niezrażony naszym zachowaniem.-filtr powietrza zabezpieczający prz…
-Przepraszam- do sali weszła młoda dziewczyna w, jak na moje oko, za krótkiej spódniczce i zbyt obcisłej koszulce. Na twarzy miała tak wyraźną tapetę, jakby malowała się pędzlem malarskim zamiast pędzlem do makijażu. Chyba ona chodzi do niższej klasy.- Przeszkadzam?
-A nie widać? Moja kochana klasa pisze test, do którego zapewne długi się uczyli, a ty marnujesz ich cenny czas. Czego chcesz?- warknął z nutą ironii w głosie.
-Pani Furoko powiedziała nam, że nie ma naszego wychowawcy i mamy przyjść do pana na lekcje.
-Ciekawe…Szanowna pani dyrektor nie powiedziała mi o żadnej zmianie. Pójdę się jej o to zapytać, a na razie wejdźcie do sali i zajmijcie wolne miejsca.
-Dobrze panie profesorze.- Dziewczyna odwraca się do swoich znajomych i po chwili wszyscy jak tabun dzikich krów wchodzą do pomieszczenia.
            Krzesło obok mnie zajmuje jakiś ładny chłopak o kruczoczarnych włosach. Mrugam do niego zalotnie, a on o dziwo zaczyna ze mną gadać.
            Nie za bardzo słucham co mówi, bo jestem zajęty patrzeniem się na jego genialnie wykrojone usta. Wyglądają jakby zostały poprawione przez jednego z najlepszych chirurgów. Trochę się na tym znam, bo mój tata pracuje w tym zacnym i dobrze płatnym zawodzie.
-Macie szczęście trzecia „N” upiekł się wam dzisiejszy test, bo klasa pierwsza ma z wami zajęcia. Nie cieszcie się zbytnio. Na jutro zrobię wam jeszcze trudniejsze pytania.- kurcze, nawet nie zauważyłem jak on wszedł do pomieszczenia.
            Nasza radość jak nagle się pojawiła, tak nagle zniknęła. Super, teraz to na pewno nie zdam tego głupiego angielskiego. Nawet nie mam co marzyć o świadectwie z czerwonym paskiem. Ciekawe jak napiszę maturę?
-Dobrze, teraz sprawdzę listę obecności. Ostrzegam, że jak tylko kogoś nie usłyszę, to wstawiam nieobecność.
            W sali zapanowała głucha cisza. Jestem pewny, że gdyby ktoś teraz rzucił na ziemię szpilkę to echo rozniosło by się po całym pomieszczeniu, które do małych nie należy.
-Eiji Nakato?
-Jestem.- odzywa się brunet z niższego roku.
-Nakamura…-wrzeszczy zdenerwowany nauczyciel.
-Jestem!- odpowiedziałem w tym samym czasie, co chłopak, z którym siedziałem w jednej ławce.
            Patrzę na niego zdziwiony z otwartą na oścież buzią.
-Christopher- dopowiada belfer- Co wy tacy zaskoczeni? Słuchać co się do was mówi, a nie się ocyndalacie nieroby.
-Nakamura  Alexander.
-Obecny- odpowiadam cicho.
-Jesteś Alexander?- pyta mnie chłopak.
-Tak. Miło mi ciebie poznać Christopher.- wyciągam otwartą dłoń w jego stronę.
            Christopher patrzy na mnie intensywnie zielonymi tęczówkami, w których mógłbym pływać, obserwując każdy mój najmniejszy gest.
-Jejku, tak się cieszę. W końcu cię znalazłem.
            Blondyn rzuca się na mnie w mocnym, niedźwiedzim uścisku i całuje mnie w lekko zaróżowiony policzek.
-Chodź.- mruczy i siłą wyciąga mnie z sali. Nawet nauczyciel nie zdaje sobie sprawy z tego, co przed chwilą zaszło między nami.
-Czekaj Chris. Wytłumacz mi o co ci chodziło?
-Szybciej. Wyjaśnię ci w domu.
            Biegniemy szybko nie zważając na to, że zapewne mamy nieobecność na angielskim. O dziwo bardzo szybko się porusza, tak więc zostaje mi tylko spróbować nadgonić coraz większa odległość, tworzącą się miedzy nami.
            Po chwili błyskawicznego truchtu skręcamy w prawo, w stronę zaciemnionego zaułku. Czuję jak ze strachu przechodzą mi ciarki po plecach.
            Jak pamiętam nigdy nie lubiłem takich miejsc. Zawsze starałem się je omijać jak najszerszym łukiem.
            Uderzam w jakiś metalowy, wystający słup i upadam na ziemię. Słyszę jeszcze tylko zwalniające kroki Christophera. Chyba odwraca się do mnie, aby mi pomóc.
            Budzę się w miękkim i cieplutkim łóżku. Staram się odkryć kołdrę, ale coś mi w tym przeszkadza. Coś ciężkiego leży tuż przy mnie i miarowo posapuje. Otwieram oczy przestraszony.
-Gdzie ja jestem? Czemu jestem nagi?- wrzeszczę w myślach.
            Czuję jak to coś przytula się do mnie, a ja wyczuwam, że tym czymś, a raczej kimś jest Christopher. Oddaje mu uścisk i nakrywam go swoją kołdrą.
            Nie przejmuję się tym, że jestem goły. W końcu leżę obok brata. On mi na pewno niczego nie zrobi. Po chwili zapadam w sen. Śnię o cudownej krainie, w której znajduję się z Chrisem.
            Otwieram wyspane powieki i leciutko się uśmiecham. Moja głowa spoczywa na klatce piersiowej chłopaka. Czuję jak jego ręka głaszcze mnie po czarnych włosach.
-O już nie śpisz?
-Nie- ziewam i przeciągam się bez skrępowania.- Wyjaśnisz mi w końcu dlaczego niby jesteśmy braćmi?
-Może to nie zabrzmi zbyt miło, ale jesteś adoptowany.
-Co!?
-Słuchaj i nie przerywaj! Moi rodzice są też twoimi rodzicami. Urodziłeś się 29.10.1997 roku.
-Skąd wiedziałeś?
-Mówiłem ci, jesteśmy braćmi. Od razu po urodzeniu zapadłeś w śpiączkę i w szpitalu powiedzieli mamie i tacie, że nie żyjesz. Długo rozpaczali i nawet zrobili ci pogrzeb. Później okazało się, że jednak nie jesteś martwy i rodzice pojechali cię szukać. Usłyszeli i tobie dopiero w jakimś nocnym klubie. Dwóch mafiosów sprzeczało się  o to, kto włączy cie do swojego gangu.
-Ale czemu?
-Mówiłem, nie przerywaj! Czemu? Bo nasi rodzice byli tajnymi agentami i mafia chciała ich zniszczyć, bo utrudniali im życie!
-Co znaczy byli?
-Zmarli na misji odbicia ciebie. Zdążyli tylko dać cię do przyjaciółki mamy. Miałeś wtedy cztery latka, a ja niecały roczek.
-A co się stało z tobą?
-Mieszkam u cioci.
-Przykro mi, ale twoja historia jest zbyt fantastyczna i ciężko mi w nią uwierzyć.
-To jak nie jesteś pewny, to pytaj o co chcesz.- mówi wilgotnym głosem.
-Włosy.
-Co włosy?
-Dlaczego są blond?
-Bo są farbowany. Ciocia i ja uważamy, że ładniej mi w takich.
-Okej… Chodź na chwilę.- ciągnę go w stronę wielkiego Listra.
            Nie patrzę nawet na jego zaskoczona twarz. Gapię się w taflę lustra. Kurczę… Jesteśmy do siebie bardzo podobni.
            Christopher uśmiecha się do mnie i powoli przybliża swoja twarz do mojej. Na moje policzki wstępuje nie znośny rumieniec. Chłopak chyba to zauważa, bo cichutko się śmieje. Patrzy mi prosto w oczy i muska moje wargi swoimi. Nieruchomieję i uchylam usta w niemym zaskoczeniu. Blondyn chyba traktuje to jako pozwolenie, bo jego mokry i ruchliwy język wkrada się do moich ust.
            Przez moment nie wiem co mam zrobić, więc po prostu go odpycham.
-My… Nie możemy… Jesteśmy braćmi…
-Możemy, możemy. Nikt nie musi się o tym dowiedzieć.
-Ale ja nie jestem gejem.
-Czy aby na pewno?- patrzy sugestywnie na moje nabrzmiałe krocze.
-Ta… Tak.- jąkam się.
            Christopher zdecydowanie łapie mnie za wybrzuszenie w bokserkach, a ja aż sapię z przyjemności. Usta chłopaka lądują na mojej odsłoniętej szyi. Aż drżę w spazmach rozkoszy. Nie mam gdzie podziać rąk, więc kładę je na karku zadowolonego Chrisa.
            Wskakuję na jego biodra i nogami przyciągam go do siebie. Jego ręce błądzą pod koszulką po moich plecach, a ja zagłębiam się w gorącym, namiętnym pocałunku. Czuję jak chłopak zanosi mnie do sypialni i opuszcza na łóżko. Po czym odsuwa się ode mnie, a ja mruczę zrezygnowany.
-Piękny.- szepce i całuje mój napięty brzuch.
            Powoli klęka przede mną, zaczyna odpinać guziki koszuli gładząc swój idealnie wyrzeźbiony tors. Mój przyjaciel coraz mocniej pręży siew mojej bieliźnie. Wzdycham i zamykam oczy. Dłonie chłopaka zsuwają moje czarne bokserki, tak że leżę nagi i chętny przed nim.
-Widzę, że jesteś gotowy.
            Nagi pochyla się nade mną i zatacza małe kółeczka wokół moich sutków. Mruczę, wyginam się i sapię z nieopisanej przyjemności.
            Kurczę, on jeszcze dobrze nie zaczął, a ja nie mogę opanować jęków. Ciekawe co będzie, gdy już we mnie wejdzie.
            Podciągam jego twarz do mojej i zaborczo go całuję. W tym samym czasie chłopak sięga do szafki nocnej i wyciąga z niej żel intymny. Po pokoju roznosi się cudowny zapach fuksji i lawendy z domieszką kardamonu. Skąd on wiedział, że uwielbiam to połączenie?
            Niespodziewanie jego palce suną między moimi pośladkami. Zastygam w bezruchu, ale  nie na długo bo on sięga do mojego spragnionego pieszczot penisa, dotykającego mojego brzucha.
-Aaaa…tak… rób… mi JESZCZE!- krzyczę gdy jego nawilżony, wskazujący palec zagłębia się we mnie.
            Wsuwa się i wysuwa rozciągając mnie w każdy możliwy sposób. Do jednego dołącza drugi, a potem kolejny. Czuję jak wypełniają mnie od środka, ale pragnę czegoś znacznie większego.
-Wejdź już we mnie!- krzyczę gdy trafia w czuły punkt- prostatę.
-Coś ty taki niegrzeczny?
-Zerżnij mnie wreszcie!- wiję się po całkiem skopanej pościeli.
            Chłopak wysuwa ze mnie swoje magiczne paluszki i zastępuje je swoim nabrzmiałym penisem. Po policzkach spływają mi łzy. W końcu to mój pierwszy raz, więc trochę boli. Christopher czeka aż przestanie mnie boleć i gdy daje mu sygnał, że jest okej, zaczyna się leniwie poruszać. Jego ruchy przyspieszają, a ja zaczynam odczuwam sporą przyjemność.
            Blondyn wychodzi ze mnie cały, by po chwili zanurzyć się znów po same jądra.
-Ach… Jesteś tak przyjemnie ciasny…
            Po tych krótkich słowach głośno dochodzę z jego imieniem na ustach. On jeszcze przez moment porusza się szybko, aż dochodzi opadając na mnie.
            Sapiemy ociężale. Spycham go i wtulam się w jego spocone ciało. W powietrzu wisi zapach udanego sexu. Jestem zmęczony, ale i szczęśliwy. Nigdy nie było mi tak dobrze jak w tej chwili.
-Chciałbym tak częściej.- szepczę cichutko.
-Kocham cię.- słyszę jego męski głos, na którego dźwięk dreszcze przechodzą mi po plecach.
-Ja ciebie też.
            Całuję go delikatnie. Ten pocałunek różni się od poprzednich. Jest powolny, nie pogłębiony i przepełniony miłością…



piątek, 24 kwietnia 2015

Nowe Życie 9

            Cześć, przychodzę do was z kolejną częścią Nowego Życia. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Z góry przepraszam za jej długość i stylistykę, ale w tym tygodniu miałam testy i konkurs i tak jakoś zero czasu.
            Teraz notki będą dłuższe (a przynajmniej tak myślę), bo mam luz w szkole i jakbyście chcieli, to zbieram zamówienia na One Shoty. Jeżeli jest ktoś zainteresowany to piszcie: kitsunemiko248@gmail.com  .

                                                Nowe Życie (część dziewiąta)
        
         Czym prędzej wyszliśmy, z teraz już byłego, pokoju i przeszliśmy korytarzem w zupełnie inną część budynku. Po chwili byliśmy już  przy wielkich drzwiach od naszego nowego królestwa. W prawdzie miałem tam zamieszkać z Sehunem, ale skoro on woli przyjaźnić się z nim niż ze mną, to ja nie będę mu utrudniał wyboru i po prostu go zostawię.
            Wszedłem do gigantycznego pomieszczenia, utrzymanego w jasnoszarych barwach z domieszką czerni. Były tam nowoczesne meble i wielkie, przejrzyste okna, nadające temu miejscu przestrzenności. Popatrzyłem w bok i zauważyłem piękne łóżko z baldachimem. Właściwie to nie łóżko, tylko łoże małżeńskie. Było nakryte czarną narzutką z frędzlami po bokach. Odsłoniłem ją i ukazała się krwistoczerwona pościel z namalowanymi różami. Co dziwniejsze na poduszkach leżały płatki róż. Zrobiło mi się trochę dziwnie. Czy Sehun…Czy…Czy on próbował zaciągnąć mnie do łóżka? Na pewno bym się na to nie zgodził. Może i wyglądam na małe, bezbronne chucherko, ale umiem się obronić przed zagrożeniem.
-Krisiu, wiesz że tu jest tylko jedno łóżko?
-O! Faktycznie. Nie martw się, nie pogryzę cię w nocy. Możemy spać razem.
-Okej, może być…
-Spokojnie, nie jestem taki jak Pan Sehun.
-Czyli jaki?- zdziwiłem się.
-Niewyżyty. Nie rób takiej miny, przecież widziałem jak on na się ciebie gapi. Jakby cię chciał rozebrać, przelecieć i zostawić.
-Wcale nie! Sehun jest tylko moim przyjacielem, a przynajmniej on tak twierdzi i pracodawcą.
On nie chcę mnie, jak to ładnie ująłeś „rozebrać, przelecieć i zostawić”.
-Jasne… A ja jestem dziewczynką, nazywam się Marysia, jeżdżę na jednorożcach i pływam z syrenkami.
-Nie wiedziałem. Cały czas miałem cię za chłopca, ale przecież każdy może się pomylić.
-Ha ha ha… Nie irytuj mnie i chodź na zajęcia.
-Okej.- ucieszyłem się, w końcu zacznę się dokształcać i szybciej wrócę do domu.
            Poszliśmy do piwnicy, gdzie czekali już na nas, lekko rozdrażnieni, byli współlokatorzy. Nie zaszczyciłem ich nawet spojrzeniem i pośpieszyłem za brunetem. Klasa była w ciemnych, ale ciepłych barwach przypominających mi dom strachów. Usiadłem gdzieś w kącie na ziemi między nogami Krisa. Spojrzałem mu w oczy. Miał nieobecny i rozbiegany wzrok. Widać było, że przebywanie blisko brata sprawia mu psychiczny ból.
-Wstawać!- usłyszałem krzyk Tao. Zerwałem się z podłogi przestraszony stanowczością Pandzi. Nigdy się tak nie zachowywał.
-Nie patrz na mnie psie.- zwrócił się do mnie. Zastygłem w bezruchu z mocno bijącym sercem. O co mu chodzi? Takie zwracanie się do mnie jest niemiłe i mi uwłacza.
-Przepraszam.- powiedziałem nie do końca wiedzieć czemu. Jakoś tak wypadało przeprosić i umilknąć.
-Luhan podejdź.- wykonałem polecenie i dostałem z łokcia w brzuch. Popatrzyłem się na niego niezrozumiale i oberwałem jeszcze raz i kolejny. Charczałem i plułem krwią, ale jego to nie obchodziło. Wtedy zrobiłem chyba najgłupszą rzecz, jaka przyszła mi na myśl. Mianowicie oddałem mu. Moja chuda ręką z głośnym plaskiem wylądowała na jego policzku. Widziałem wściekłość w jego oczach, więc natychmiast uciekłem przed ciosem i schowałem się za przyjacielem. On tylko wyszeptał do mnie, że mam się poddać i błagać Tao o wybaczenie. Nie zrobiłem tego. Mam swoją godność. Nie będę się płaszczył przed chłopakiem, który jest ode mnie młodszy i zapewne głupszy. Stałem hardo za Krisem dopóki za mną nie pojawił się Sehun i nie złapał mnie w pasie. Podniósł mnie nad ziemie i wyminął Krisa. Niósł mnie jeszcze chwilę, aż natrafił na przeciwległą ścianę. Tam rzucił mnie tak, że obiłem sobie boleśnie tyłek. Zajrzałem mu w oczy, ale była w nich pustka. Zimna i bezlitosna pustka. Wyglądało to tak, jakby chłopak nie miał duszy i mieszkał w piekle. Przeraziłem się, przecież jeszcze do nie dawna z tych tęczówek biło przywiązanie do mojej osoby, a teraz? Pozostała tylko nienawiść.
            Powolnym krokiem podchodził do nas Tao trzymając coś za plecami. Mignęło mi to w słabym świetle, ale dalej nie potrafiłem rozpoznać co to jest. Wydawało się to błyszczące, długie i czarne. Moja wyobraźnia podpowiadała mi, że był to jakiś drążek.
            Tylko po co miałby mu być drążek?- moje cichutkie myśli zostały przerwane przez świst pejcza. Czyli ten czarny przyrząd był batem.
-Wstawaj z tych kolan psie. Na co ty w ogóle czekasz? Na oklaski? Takie niskie formy życia jak ty nie zasługują na nie.- nie odezwałem się ani słowem, bo nie miałem ochoty oberwać jeszcze mocniej niż wcześniej. Wystarczy, że zapewne będę miał siniaki na brzuchu.
-Ściągaj ciuchy cioto.
-Ale…- jęknąłem, lecz nie dane mi było skończyć.
-Nie będę powtarzał po raz kolejny.
            Zszokowany jego zachowaniem wypełniłem polecenie i pozbyłem się koszulki.
-Co tak stoisz? Dalej. Będziesz mógł skończyć dopiero jak ci powiem.
            Odpiąłem pasek i zsunąłem spodnie do kolan. Niepewny swoich ruchów rzuciłem je razem ze skarpetkami w dół. W oczach zbierały mi się łzy. Nie chcę zdejmować bokserek przy nim. Mimo że nie jestem wierzący, to wzywałem Boga, aby mi pomógł. Ostatni raz, płaczliwie popatrzyłem na Tao. Stał przede mną wyprostowany, a jego usta układały się w pogardliwym uśmiechu skierowanym w moją stronę. Kilka pojedynczych łez spłynęło po moim policzku, na co Panda się roześmiał.
-Przestań. Podejdź do Sehuna i przed nim uklęknij.- zrobiłem to, po czym spojrzałem na niego.
-Okej, a teraz  rozepnij mu spodnie i je zsuń razem z bokserkami.- zacząłem drżeć przerażony.
-Proszę, nie każ mi tego robić. Ja nie chcę…
-Gówno mnie obchodzi czego ty chcesz kretynie! Masz wykonywać moje rozkazy!
            Ze spuszczoną głową zabrałem się za pasek Hunniego. Słone krople coraz mocniej leciały po mojej zaczerwienionej buzi, a ja postanowiłem ich nie ukrywać.
-Luhan nie rób tego.- wyszeptał Sehun.- Tao, każ mu przestać. Nie zmuszaj go do takich rzeczy.
-Myślałem że chcesz żeby on zrobił ci dobrze.- Sehun się zarumienił na te słowa.
-Przestań tak gadać. Nigdy nie mówiłem czegoś takiego.
-No jak nie, przecież wspominałeś w pokoju, że gdybyś dostał Lalusia w swoje łapki, to byś go przerżnął tak, że blondynek by nie wstał.
            Nie mogłem uwierzyć w słowa Tao. Sehun naprawdę by mi to zrobił? Myślałem, że jest inny. Najwidoczniej się pomyliłem co do niego. Szkoda, że okazał się takim kretynem, bo już zaczynał mi się podobać.
-Starczy!- kolorowo włosy podszedł szybkim krokiem do Tao i wyprowadził go z sali. Za drzwiami było słychać głośną kłótnię. Spojrzałem sugestywnie na Krisa i się zaśmiałem. O dziwo on też się uśmiechnął.
            Po chwili do klasy wszedł z powrotem mój pracodawca i warknął do nas, że mamy zapomnieć o tym co mówił Tao, bo to nie jest prawda. Po przekazaniu nam tej jakże ciekawej wiadomości, najzwyczajniej w życiu wyszedł.
-Miałem rację co do Sehuna.

-Oj, dobra miałeś. Przyznaję ci rację. To ja się myliłem o jakże najlepszy i najmądrzejszy Krisie.- ukłoniłem się w geście poddania i zacząłem się głośno śmiać. Byłem tak rozbawiony zaistniałą sytuacją, że tarzałem się po ziemi. W mgnieniu oka dołączył do mnie brunet i razem łaskotaliśmy się wydając coraz to dziwniejsze dźwięki z siebie.

piątek, 17 kwietnia 2015

Nowe Życie 8



Dzięki wszystkim, za to że jesteście za mną i pragnę wam ogłosić, że za tydzień rozdział już będzie poprawiony, bo znalazłam sobie betę :) Miłego czytania.


                                                       NOWE ŻYCIE (część ósma)



-To długa historia…
-A my mamy dużo czasu- wtrąciłem się i pociągnąłem chłopaków na swoje posłanie.
-Ah…na dobra. Od czego by tu zacząć?
-Może od początku?- rzuciłem lekko podenerwowany.
-Okej, ale ta historia jest raczej bardzo osobista i proszę was nie mówcie nikomu tego.- popatrzyłem zdziwiony na Sehuna, ale przytaknąłem.
-Hmm…-westchnął przeciągle Kris i zaczął swoją opowieść.- Było to jakieś sześć lat temu. Jak nie trudno policzyć, miałem wtedy jedenaście, a Tao siedem lat. Mieszkaliśmy razem w pokoju w naszej willi. W pomieszczeniu obok spali nasi rodzice. Mama była blondynką o oczach niebieskich niczym bezchmurne niebo. Wiecznie była uśmiechnięta. Wszyscy zazdrościli tacie tego, że mama jest taka wspaniała. Jak byli razem zawsze śmiali się nawet z najgorszych pomyłek. Nigdy się nie smucili…aż do pewnego czasu. Przyszedłem wtedy do domu trochę wcześniej niż zwykle, bo nie było trenera i nie chciało mi się zostawać samemu w stajni. Otóż wraz z moim młodszym bratem byliśmy mistrzami w jeździe konnej juniorów. Wracając, stanąłem na progu domu i zadzwoniłem kołatką. Nikt nie odpowiedział więc powtórzyłem czynność. Przypomniałem sobie właśnie, że przecież mam klucze, więc sięgnąłem do torby i wyjąłem je. Otworzyłem wrota i cichaczem udałem się do kuchni po coś do picia. Nie chciałem ganiać służby. Wolałem zrobić to sam. Teraz żałuję. Gdybym kogoś zawołał…poprosił…nie…nie doszłoby do tego.- rozpłakał się. Próbowałem go pocieszyć, ale on mi się wyrwał, usiadł na ziemi między nami i ciągnął swoją opowieść.- W podskokach podszedłem do lodówki i zaniemówiłem. Za nią ukryta była moja mama. Miała szarą taśmę klejącą na ustach i była spętana grubą liną. Od razu sięgnąłem do szuflady po nóż. Chciałem ją uwolnić. Najpierw ostrożnie zerwałem jej knebel z buzi. Ona w tym czasie kręciła głową i płakała. Nie wiedziałem co robi, ale zabrałem się za przecinanie węzłów. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało. Mama była wolna. Przytuliła się do mnie tak, jakby były to nasze ostatnie wspólne chwile. Pocałowała mnie delikatnie w czoło i szepnęła, żebym zaopiekował się bratem. Spytałem jej o co jej chodzi, ale ona tylko zatkała mi usta ręką i wyszła z kuchni łapiąc nóż. Po cichutku poszedłem za nią po schodach. Uważnie stawiałem kroki, aby żaden ze starych schodków nie zaskrzypiał pod moim ciężarem. Kobieta z wyciągniętym przed sobą ostrym narzędziem, skręciła w prawo, do gabinetu taty. Nie zamknęła za sobą drzwi, więc przez szparę obserwowałem całe zajście. Zbliżała się coraz bardziej do śpiącego z głową na biurku, taty. Wyglądał tak uroczo kiedy spał. Zamachnęła się i…ja zacząłem krzyczeć. Byłem przestraszony i bardzo zdziwiony przebiegiem sytuacji. Dlaczego moja mamusia chciała zrobić tatusiowi krzywdę?- pytałem siebie. Mój głośny krzyk, a właściwie pisk zbudził tatę, który od razu sięgnął do szuflady w biurku i wyciągnął pistolet. Bez pardonu skierował go w stronę zszokowanej kobiety, która tylko prychnęła wściekle. Czy ty myślisz, że taka mała pukawka mnie powstrzyma?- spytała i rzuciła się na tatę, wbijając mu nóż w klatkę piersiową. Mężczyzna nie był jej dłużny. Strzelił jej prosto między oczy i popatrzył na mnie szczerze i ze współczuciem. Ułożył wargi w słowa „przepraszam, zawsze będę kochał ciebie i twojego brata kochanie” i osunął się bez życia na ziemię. Po chwili obok niego leżała mama. Wszędzie naokoło było pełno krwi. Po cały domu unosił się jej drażniący, metaliczny zapach. Płakałem. Natychmiast podbiegłem do ich zwłok i zacząłem drzeć się na całe gardło, żeby sobie ze mnie nie żartowali i wstawali. Po chwili do pomieszczenia weszła zdziwiona krzykami pokojówka. Zaczęła krzyczeć coś po hiszpańsku. Nie zrozumiałem z tego zbyt wiele, ale chyba wzywała Boga. Rzuciła się biegiem do telefonu i wezwała  pogotowie. Ja w tym czasie praktycznie leżałem na jeszcze ciepłych zwłokach moich rodziców. Łkałem i przytulałem ich ciała. Moja koszula była cała we krwi.- chłopak otarł łzy spływające mu po pliczkach i kontynuował.-Nie minęło dużo czasu, a w pokoju pojawili się lekarze. Odciągnęli mnie od rodziców i posadzili na kanapie w rogu. Jeden nich uklęknął nad moją mamą i zaczął badać jej puls. Za chwilę zrobił to samo mojemu tacie i wstał z podłogi. Jego biały fartuch był cały czerwony od posoki. Na twarzy malował mu się smutek. Podszedł do pokojówki i pokręcił przecząco głową. Wiedziałem co to znaczy. Wybiegłem z pokoju, a następnie z domu. Biegłem ile sił w nogach aż zatrzymałem się na plaży. Niebo było ciemne, zbliżała się burza. Morze uderzało o skały, a ja siedziałem na jednej z nich, przeklinając swoje życie. Nie wiem kiedy, ale usnąłem. Obudziłem się w szpitalu. Byłem wyziębiony. Moje oczy były napuchnięte i czerwone. Miałem ochotę jeszcze płakać i wyrzucić z siebie ten smutek, który mnie opanował, ale nie miałem czym. Łzy mi się skończyły. Odwróciłem głowę i zobaczyłem Tao. Leżał w nogach mojego łóżka przytulając Pana Misia. Była to jego ulubiona przytulanka. Dostał ją kiedyś od taty jak byliśmy w wesołym miasteczku. Wyglądał jak anioł. Podczołgałem się do niego i mocno  przytuliłem. Otworzył oczy, a ja go pocałowałem. Nie wiem czemu to zrobiłem, może po prostu chciałem dać mu odrobinę wsparcia. Zrobiło mi się głupio, bo chłopak nie zareagował na moje wyznanie. Nie oddał mi pocałunku, ale też mnie nie odepchnął. Oderwałem się od niego speszony i wbijając wzrok w klinicznie czystą podłogę wyszeptałem słowa przeprosin. Nie chciałem spojrzeć mu w oczy. Myślałem, że go zawiodłem i że więcej się do mnie nie odezwie. Myliłem się. Chłopak otworzył szeroko oczy i po chwili przylgnął do mnie. Złączył nasze usta w chaotycznym pocałunku. Bez zastanowienia oddałem się błogiemu uczuciu. Od tej chwili, aż do wczoraj byliśmy razem.- pociągnął nosem.- Później dowiedziałem się, że moja mama była poważnie chora. Wyobrażała sobie, że za wszystkimi jej niepowodzeniami staliśmy ja i mój brat. Nie dopuszczała do siebie myśli, że to może wcale nie być prawdą. Nawet jak tata usiłował jej to tłumaczyć, ona tylko prychała i mówiła, że nie słusznie broni tych „pomiotów szatana”. Nigdy tak do nas nie powiedziała, ale podobno zdarzało to się jej dosyć często, gdy nie było nas w pobliżu. Tata próbował ją uspokajać za każdym razem, gdy wybuchała, a zdarzało się to coraz częściej. W końcu mama nie wytrzymała i pobiła tatę. On dalej ją szaleńczo kochał i jej to wybaczył. Nawet wysłał ją na terapię, niestety ona nie pomogła, znaczy tylko na jakiś czas, ale efekty i tak nie były takie jak oczekiwano. Gdy firma hotelarska mojej mamy upadła, ona zdenerwowała się tak bardzo, że próbowała udawać ofiarę i sama się związała i ukryła w kuchni. Resztę już znacie, więc nie będę jej powtarzał.
-Bardzo mi przykro Kris, ale dalej nie rozumiem jednej rzeczy.
-Jakiej?
-Czemu powiedziałeś do Sehuna Panie?
-Ojejku… pokrótce chodzi o to, że cała nasza rodzina i znajomi się od nas odwrócili, więc byliśmy zdani tylko na siebie, a właściwie to na dom dziecka. Przesiedzieliśmy w nim niecały miesiąc, a potem zostaliśmy adoptowani przez jakiegoś opryskliwego faceta, który zamiast zawieźć nas do domu, umieścił nas na targu niewolników. Jedyne co z tego pamiętam, to to, że siedzieliśmy przez dobę w ciemnym pomieszczeniu. Nie dostaliśmy nawet wody i jedzenia. Ponadto mieliśmy na sobie tylko jakieś dziwne, obcisłe przepaski na biodrach. Tao cały czas płakał i się trząsł. Próbowałem go jakoś uspokajać, ale on tylko bardziej rozpaczał. Śmierć rodziców i ta sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy bardzo wpłynęła na jego zdrowie psychiczne. Dawniej był otwarty, ufny i po prostu uroczy, a potem zmienił się w bezdusznego chama, ale cóż zrobić…taki też mi się podobał.
            Zdrzemnąłem się, a jak otworzyłem oczy ujrzałem przed sobą stalowe kraty. Zastanawiałem się wtedy, czy aby nie trafiłem do więzienia, ale po chwili mi przeszło. Razem z Tao znajdowaliśmy się w klatce, stojącej na środku wielkiej sceny. Naokoło nas byli ludzie z numerkami w rękach. Przeszywali nas wzrokiem, a my siedzieliśmy prawie nago przed nimi. Wtem podszedł do nas mężczyzna i zaczął aukcję. Zdziwiłem się i popatrzyłem na brata, ale on był w tak dużym szoku, że nie kontaktował co się z nim dzieje. Nie wiem czemu, ale ludzie byli gotowi zapłacić za nas niebotyczne sumy. W końcu wygrał nas jakiś niebieskooki blondyn w szarym płaszczu. Miał miękkie rysy twarzy i łagodny uśmiech. Wyglądał na góra siedemnaście lat. Spodobał mi się od razu i cieszyłem się z tego, że będziemy mieszkać u niego. Niestety tak się nie złożyło. Chłopak zawiózł nas do tej szkoły i obiecał, że nas stąd zabierze, jak tylko będzie mógł. Jak na razie nie przyjechał… a wracając do tego jak cię nazwałem, to jesteś po prostu do niego trochę podobny, z charakteru. Słyszałem o tobie wiele dobrych rzeczy i jakoś tak sobie ciebie utożsamiłem z nim. Nawet nie pamiętam jak miał na imię. Coś chyba na „Yu”, ale dalej nie wiem.- zawiesił się i wtedy zamyślony Sehun się odezwał:
-Jeszcze raz, jak on wyglądał?
-No był blondynem, miał jasnoniebieskie oczy i łagodne rysy twarzy.
-A, spoko.- zamyślił się jeszcze bardziej.
-O co chodzi Hunie?- spytałem.
-Co? A nie, nic. Jakoś tak po prostu mnie natchnęło.- Okej…postanowiłem nie drążyć tematu.
-To może się rozpakujesz?- zaproponowałem.
-Myślałem, że ty mnie rozpakujesz Lusiu.- patrzył się nieprzytomnie w okno.
-A tak, już się za to zabieram. Tu też mam być twoją głupią pokojówką Panie? – zapytałem z jadem, którego on chyba nie wyczuł.
-Skoro tak chcesz…
            Nie wytrzymałem. Czy on myślał, że może mną pomiatać tylko dlatego, że  dla niego pracuję? Nie będzie tak… Zamachnąłem się i zamkniętą ręką uderzyłem go w nos. Chłopak wyrwał się z nostalgii i popatrzył na mnie ze zdziwieniem w oczach, które potem zmieniło się na, ból? Tak, to chyba był ból, ale nie taki fizyczny, raczej psychiczny. Od jego intensywnego spojrzenia aż zmiękły mi nogi i zaschło mi w ustach.
-Przepraszam- szepnąłem zniesmaczony swoim karygodnym zachowaniem, ale młodszy tego nie usłyszał, bo wybiegł z pokoju. Za nim utworzyła się mała ścieżka z krwi. Czyżbym aż tak mocno go uderzył? Niemożliwe, przecież jestem chucherkiem bez krzty siły. Postanowiłem za nim pobiec, ale zatrzymał mnie opanowany jak zwykle Kris.
-Nie idź za nim. Chodź ci pomogę.- zaproponował.
-Ale w czym?
-No przecież miałeś przebrać się w jakieś ciuszki i poukładać jego rzeczy.
-I ty przeciwko mnie?- spytałem z udawanym żalem, na co Kris się zaśmiał.
-No leć już.- uderzył mnie leciutko w tyłek i zaczął wypakowywać ubrania z walizek.
-Wszedłem do łazienki i zdjąłem z siebie koszulę i spodnie, a zamiast nich założyłem krótką czarną sukienkę, pończochy, stringi i buty na lekkiej koturnie. Związałem jeszcze włosy w koczek i wyszedłem uszczęśliwiony z pokoju. Jakoś tak tęskno mi było za tym strojem. Mimo że uwłaczał mojej męskości, to się do niego przywiązałem.
            Stanąłem za Krisem i podziwiałem mięśnie rysujące się pod jego przylegającą koszulką. Jejku, jakie on ma boskie mięśnie- rozmarzyłem się, ale po chwili oprzytomniałem i zabrałem się do roboty. Chłopak składał ubrania, a ja biegałem po całym pokoju i umieszczałem je w szafkach i szufladach. Skończyliśmy po jakichś 30 minutach, a Sehuna dalej nie było. Stwierdziliśmy zgodnie, że on jest dużym dzieckiem i nie ma co się o niego martwić, więc poszliśmy na stołówkę. Usiedliśmy przy jednym z bocznym stolików i zabraliśmy się za jedzenie spaghetti. Było bardzo dobre, jedyne co psuło atmosferę to Tao. Otóż ocierał się on o jakichś nieprzyjemnych typków i wrzeszczał jakie to on ma potrzeby. A to wszystko na oczach kochającego go Krisa. Biedny chłopak. Ja na jego miejscu pewnie bym się załamał, ale on jest silny, albo po prostu ukrywa swoje uczucia. Raczej to drugie. Pewnie nikt poza mną tego nie zauważył, ale jemu bardzo zależy na bracie. On go szczerze kocha i z jego miny wnioskuje, że byłby wstanie oddać za niego życie. Szkoda, że ja nie mam nikogo takiego.- Myśląc tak  smętnie, nad moją drugą, wyimaginowaną połówką nie zauważyłem jak do naszego stolika podchodzi rozjuszony Sehun.
            Zjadłem obiad i nie zwracając uwagi na otoczenie wstałem od stolika. Za swoimi plecami usłyszałem obelgi na mój temat, więc postanowiłem się odwrócić i przypatrzyć z bliska osobie, która rozsiewa o mnie nie prawdziwe plotki. Otworzyłem szerzej oczy i zbaraniałem. Tą osobą był Sehun we własnej osobie. Rozmawiał sobie z Tao, który siedział mu na kolanach. Poczułem iskierkę zazdrości, ale nic nie zrobiłem. Zamknąłem powieki i starałem się sobie wmówić, że to tylko zły sen. Przecież to nie może się dziać naprawdę. Jak osoba, której bezgranicznie zaufałem, mogła okazać się takim dwulicowym śmieciem. Popatrzyłem z rozczarowaniem na Krisa, który… płakał? Podszedłem do niego i wyszeptałem mu na uchą, aby poszedł za mną. Chłopaka niezauważalnie kiwnął głową i już po chwili byliśmy w drodze do naszego pokoju. Spakowaliśmy swoje rzeczy (znaczy moje i Krisa) i ostatecznie opuściliśmy to pomieszczenie. Nie miałem ochoty oglądać jak osoba, na której mi zależy mizia się z osobą, na której zależy mojemu przyjacielowi.
            Nie dziwcie się tak. Kris jest moim przyjacielem. Jakoś te ostatnie wydarzenia i szczera rozmowa zbliżyły nas do siebie.

piątek, 10 kwietnia 2015

Nowe Życie 7

                                           
                   Sorki, za błędy, które mogą się pojawić, ale starałam się wyłapać wszystkie i je poprawić. Ale cóż... nikt nie jest idealny. Jeżeli zobaczycie już jakieś, to piszcie o nich w komentarzach. Zapraszam do czytania:)


                                               NOWE ŻYCIE (część siódma)



            Wpadłem do pokoju chłopaków jak burza. Nie chciałem żeby to oni byli nowymi nauczycielami blondynka, no ale ktoś musiał skoro ja nie mogłem. Nikogo nie było w pomieszczeniu, więc postanowiłem usiąść na jednym z łóżek, mam tylko nadzieję, że to nie jest łóżko braci, bo nie chcę się czymś zarazić. Nigdy nie wiadomo co oni robią jak nikogo nie ma w pobliżu. Po nich można spodziewać się wszystkiego, tylko nie normalnych zachowań. Dla nich normalne jest całowanie się na wspólnych lekcjach, a potem odwalanie striptizu przy nie letnich… czemu tacy ludzie muszą tu mieszkać?
            Nagle drzwi otworzyły się z głuchym skrzypnięciem. Natychmiast wyrwałem się ze swoich rozmyślań i odwróciłem głowę w stronę hałasu.
-Co tu robisz Xiu?- spytał milutko Tao.
-Ile razy mam ci powtarzać, że masz tak do mnie nie mówić Pando?
-Oj nie bulwersuj się tak Xiu.
-Czy ty jesteś głuchy czy głupi!?
-Ani jedno ani drugie Xiu.- westchnąłem przeciągle. Z nim to jak ze ścianą.
-Przyszedłem żeby wam powiedzieć, że od jutra wy jesteście nauczycielami Luhana.
-Czemu, czyżbyś nie dał rady takiemu potulnemu barankowi?
-Nie, po prostu mam ważniejsze rzeczy do roboty- skłamałem bez mrugnięcia okiem.
-Oj kochanie nie musisz przed nami zatajać prawdy. Mogłeś po prostu powiedzieć, że sobie nie radzisz i nie musiałbyś być dla nas wtedy opryskliwy.
-Skończ już Tao. Mówię ci prawdę.- znowu ominąłem prawdę.
            Chłopak spojrzał na mnie ostrzegawczo, po czym przeniósł się na posłanie obok mnie. Próbowałem się jak najbardziej od niego odsunąć, jednak młodszy mi to uniemożliwiał.
-Czemu się tak odsuwasz. Nie martw się, nikt się nie dowie, że ze sobą spaliśmy.
-My ze sobą nie spaliśmy ciołku.
-No właśnie, jeszcze nie, ale można łatwo to zmienić.- dzieciak przybliżył się do mnie bardziej, tak że prawie siedział mi na kolanach. Podniósł swój głupi łeb w moją stronę i zaczął mnie namiętnie całować. Ja w tym czasie próbowałem go od siebie jak najmocniej odsunąć, ale on okazał się za silny. W końcu przez długie lata chodził na sztuki walki, więc nie ma co się dziwić, że nie mam z nim żadnych szans.
            W chwili gdy chłopak zawzięcie  próbował zjeść mi twarz, drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich Kris. Popatrzył się na nas bez większego zainteresowania i usiadł na przeciwległym łóżku. „Znaczy na szczęście siedzę na meblu blondynka”- przemknęło mi przez myśl, al. Szybko wypchnąłem to z głowy.
-Wiecie, na mnie już pora. Przypomniało mi się właśnie, że muszę zadzwonić w jedno miejsca. Więc ten tego… do kiedyś.
-Pa kocie- szepnął nie pocieszony Tao.
-Mhm.- odezwał się starszy z rodzeństwa.
            „WOW!”- to był pierwszy raz kiedy on coś powiedział. No może nie do końca powiedział, ale mruczenie chyba też można zaliczyć do odpowiedzi.
                       

            *  *  * ( z perspektywy Krisa)
           
            Wszedłem do naszego pokoju i co zobaczyłem? Mojego kochanego braciszka obściskującego się z Panem Xiuminem. Myślałem, że ukręcę mu tą jego pandziową głowę. O ile mnie pamięć nie myli, nie dawno mówił mi, że kocha tylko mnie i pragnie tylko mnie, a teraz nagle rzuca się w objęcia osoby, która się go brzydzi. No super… jestem ciekawy dlaczego to zrobił. Czyżby chciał dać mi nauczkę za to, że jestem ostatnio jakiś przygaszony? Nie moja wina, że nasz jakże zacny właściciel opiernicza mnie wiecznie za to, że szkolenie się przedłuża. To naprawdę nie moja wina. To Tao naumyślnie zawala wszystkie egzaminy, a ja za to obrywam. Czy ten przygłupi kretyn uważa, że on tu zostanie. Przecież jak nasz pobyt tutaj się  przedłuży za bardzo to wyślą nas w gorsze miejsce i to prawdopodobnie osobno.
-Słuchaj, mam do ciebie prośbę Taoś.
-Nie teraz Kris. Jestem zajęty.- mówiąc to wyłożył się wygodniej na łóżku naszego nowego współlokatora i nakrył się puchatym kocykiem.
-Czy ty mnie nie słyszysz jełopie- zdenerwowałem się, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, więc podszedłem do niego i usiadłem na brzegu. Chłopak usilnie udawał, ze nie ma mnie obok niego. Westchnąłem głośno i pochyliłem się nad nim. Chyba myślał, że chcę go cmoknąć, ale miałem inny pomysł. Gdy wystawił mi policzek, zamachnąłem się i boleśnie go uderzyłem. Młodszy zerwał się natychmiast z posłania, trzymając się za czerwone miejsce. Niestety nie przewidziałem tego, że on jest taki słaby i chyba ciut za mocno go klepnąłem. Nie wiem czemu tak myślę… w końcu on ma w oczach chęć morgu, czyli jak zawsze. Nic nowego.
-Czemu to zrobiłeś?- spytał wściekły, próbując mi oddać jednak w porę przytrzymałem jego wiotkie łapki z dala od mojej pięknej twarzyczki.
-Bo jak coś do ciebie mówiłem, to nie reagowałeś.
-Czy człowiek nie może już nawet odpocząć w spokoju, tylko napastują go głupi starsi bracia.- powiedział to z taką nie skrywaną nienawiścią, że aż mi się zrobiło przykro. Widać, że zasłużyłem na taki traktowanie.
-Posłuchaj mnie uważnie…
-Nie, to ty mnie posłuchaj Kris. Nie mam zamiaru z tobą dalej z tobą być, po tym jak się na mnie wyżyłeś.- przerwał mi.
-Co…?- spytałem nie mogąc uwierzyć w jego podłe słowa. Wiedziałem i słyszałem co powiedział, ale byłem w zbyt dużym szoku, żeby to wstrętne zdanie do mnie doszło.
-Czy… czy ty na pewno tego chcesz…?
-Tak! Duszę się w tym głupim związku z tobą. Czemu ja byłem taki głupi i trwałem z tobą w tej toksycznej relacji przez sześć lat?- Dobra, to zabolało jeszcze bardziej.
-Skoro sobie tego życzysz. – przytaknąłem próbując ukryć łzy w oczach.
-Tak! Idź już sobie, nie chcę cię wiedzieć. Nigdy cię ni kochałem. Zawsze zależało mi tylko na tym ,żeby mnie ktoś ostro zerżnął.
            Nie chciałem już słuchać więcej, wiec wstałem z pościeli i skierowałem się czy prędzej za drzwi.


            *  *  *( z perspektywy Luhana)

            Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu. Nie miałem pojęcia gdzie się obecnie znajduję. Wokół mnie stało dużo łóżek i ogólnie było bardzo biało. Próbowałem się podnieść, ale byłem mocno okryty satynową kołdrą, która uniemożliwiała mi ruchy. Zacząłem się wiercić jakbym miał owsiki w tyłku, aż w końcu udało mi się wyswobodzić prawą rękę. Podniosłem ją do twarzy, aby odgarnąć naprzykrzającą się grzywkę. Po chwili pokiwałem głową w zmyśleniu. Ten wystrój… on mi coś przypomina. Czy to…TO JEST SZPITAL!? Co ja tu robię? Boże, a jak już nie żyję? Umarłem? NIEEE…byłem taki młody. Nie zdążyłem powiedzieć Sehunowi co do niego czuję.
-Widzę, że już się obudziłeś kochaneczku. – odwróciłem głowę.
-Tak psze pani.
-Jaka tam ze mnie pani, możesz mówić do mnie ciociu. Inaczej czuję się staro, a przecież taka nie jestem.
-Dobrze ciociu. A co ja tu właściwie robię?
-Wypoczywasz. Przyniósł cię tu Xiumin. Mówił, że spadłeś ze schodów. Nie martw się często się to zdarza. Nie wstawaj. Zaraz przyjdzie Kris z Tao i cię wezmą do pokoju…- okej nie wiem czemu, ale ja pamiętam inną wersję wydarzeń. Wydawało mi się, że Xiu się na mnie wkurzył za odepchnięcie i mnie skopał. Ciekawe czemu kłamał. Nie zdążyłem zastanowić się nad pytaniem dłużej bo do pomieszczenia weszli chłopcy.
-Możemy go już stąd zabrać?- spytał niechętnie Kris.
-Oczywiście kotki, tylko opiekujcie się nim.
-Jasne.- po tych słowach podszedł do mnie starszy z braci i wziął mnie na ręce.
-Dowidzenia – krzyknęliśmy chórem i opuściliśmy salę.
-Ty się nim zajmij. Ja nie mam czasu idę kogoś wyrwać. Czuję, że moja dupcia potrzebuje nowego przyjaciela.
            Kris nie odpowiedział na zaczepkę Pandy. Zamiast tego w jego oku zobaczyłem małą łzę, którą starał się ukryć. Ciekawe o co mogło chodzić. Jednego dnia nie mogą się od siebie odkleić, a drugiego skaczą sobie do gardeł. Prawie jak normalne rodzeństwo. Tak…gdyby byli przeciętnymi braćmi, to by się ni obmacywali w wolnych chwilach.
Chłopak wszedł do naszego pomieszczenia, a ja przeżyłem nie mały szok. Tutaj stało trzecie łóżko. Ktoś się do nas wprowadza? Kolega widząc to wyraźnie posmutniał, ale nie chciał się do tego przyznać. Postanowiłem, że to od niego wyciągnę.
-Co wam się stało?
-Nic, wydaje ci się Lu.
-Oj nie kłam Krisiu. Mi możesz powiedzieć. – mój rozmówca westchnął i wtulił się potulnie we mnie.
-Bo się pokłóciliśmy.
-Serio? Nie zauważyłem.- zironizowałem.
-No widzisz. Już wiesz.
-Hej no powiedz mi o co się pokłóciliście.
-No bo…- widziałem łzy w jego oczkach.- on mnie już nie chce.
-Wymyślasz. On cię kocha najbardziej na świecie.
-Wcale nie, sam mi to wykrzyczał.- teraz brunet już płakał, a raczej wył jak wilk w czasie pełni księżyca.
-Oj no nie płacz i powoli mi to wyjaśnij.
-Okej…- pociągnął nosem i zaczął objaśniać mi ich zawiłą relację, a ja w tym czasie próbowałem wymyślić jakoś filozoficzną odpowiedź. Gdy już skończył przytuliłem go do siebie i szepnąłem, żeby się nie przejmował i dał mu wolną rękę. W końcu moja mama zawsze powtarzała, że jak kocha to wróci.
-Dzięki za wszystko, a teraz idź na dół.
-Ale czemu?- zdziwiłem się. Czyżbym wymamrotał coś nie tak?
-Nie patrz tak na mnie. Jakiś kolorowo włosy chłopak stoi na korytarzu i wypytuje o ciebie.
-A wiesz może jak ma na imię i czego chce?
-Sehun i nie mam zielonego pojęcia. Idź już, widać, że zależy mu na tym spotkaniu.
-Pa pa.- pochyliłem się nad nim i lekko cmoknąłem go w zaczerwieniony policzek.- A ty śpij w tym czasie.- mruknąłem szybko i wybiegłem pędem z pokoju.
            Faktycznie na samym dole przy kręconych schodach stał Hunnie. Wyglądał nie ziemsko. Miał na sobie czarne, obcisłe spodnie i biało- różowo- fioletową koszulę, uwydatniającą jego mięsnie brzucha. Wszędzie wokół niego były porozrzucane walizki.
-Hej Sehunnie.- przywitałem niegrzecznie.- Dawno się nie widzieliśmy.
-Tak. Miałeś do mnie codziennie dzwonić.
-Sorki, zapomniałem. Byłem trochę zajęty. Po co przyjechałeś?
-Martwiłem się o ciebie. Nie dzwoniłeś, nie pisałeś i nawet nie odpowiadałeś. Myślałem, że ci się coś stało, więc jestem.
-A co ze szkołą?
-Spoko, będę się uczył tutaj, a ty będziesz mieszkał razem za mną Luluś. Nie przytulisz się do mnie? Myślałem, że tęskniłeś.
-Tak tylko…- nie zdążyłem dokończyć, bo chłopak rzucił mi się na szyję, ściśle przytulając się do mojego szczupłego torsu.
-Nic nie mów.- wyszeptał w moją szyję. Próbowałem się wyrwać, ale on unieruchomił mi rączki.- Chodź do pokoju, rozpakuję się i pogadamy.
-Okej.- ruszyłem do mojego lokum, a Hunnie bez toreb poszedł za mną. Przeszedłem spokojnie przez skomplikowany układ korytarzy i już po chwili byłem pod upragnionymi drzwiami.
-Tutaj.- wskazałem ręką wrota i bez pukania wszedłem do naszego królestwa.- Poznaj Krisa.
-Hej Kris. Jesteś współlokatorem Lusia?
-Ta…- mruknął nie chętnie.
-Czemu on taki jest?- zwrócił się do mnie.
-Chłopak z nim zerwał, Sehun.- na to imię Kris odwrócił się w naszą stronę i prawie spadł z łóżka, jednak szybko się zreflektował i ucieszony podszedł do nas.
-Pan Sehun. Miło mi pana poznać. Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie, było nie na miejscu. Mam nadzieję, że pan mi wybaczy.- schylił się i prawie klęczał przed niższym od siebie chłopakiem.
-Spoko. Wstawaj z tych klęczek i nie mów do mnie „panie”, bo czuję się nie zręcznie.
-Dobrze Sehun.
-Czemu ty tak do niego mówisz?- skierowałem wzrok na bruneta.
-To długa historia…
-A my mamy dużo czasu- wtrąciłem się i pociągnąłem chłopaków na swoje posłanie.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Nowe Życie 6

            Jak już pisałam wcześniej rozdział się pojawia dzisiaj. Następny będzie już planowo, więc nie denerwujcie się za małe opóźnienie.               

                                   Nowe Życie (część szósta)


            Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi ale wokół mnie kafelki były zabarwione na czerwono. Czyżby to moje…? Głośno przełknąłem ślinę i powiedziałem, że nic się nie stało i żeby nie płakał już więcej i zabrał mnie do pielęgniarki. Rudy zgodził się i chwilę później pędziliśmy już do gabinetu lekarskiego. Znaczy to on pędził, bo ja siedziałem mu na barkach. Zaczęło mi się kręcić w głowie i zbierać na wymioty. Moje powieki były coraz cięższe, ale nadal próbowałem przezwyciężyć tę senność. Wbiegliśmy do małego gabinetu i nastała ciemność…       
           

            *  *  *  (z perspektywy Xiumia)

            Czekałem. Czemu on się nie chce obudzić? Leży tu już przez bite cztery godziny, a ja nie wiem co robić. Pielęgniarka powiedziała, że mam przy ni siedzieć i jakby się obudził wytłumaczyć mu sytuację, jednak na razie się na to nie zapowiada. Jak tak sobie patrzę na Luhana to mam wrażenie, że wygląda niczym anioł. Jego miękkie blond włoski opadają na poduszkę wokół niego tworząc swego rodzaju aureolę. Usta ma lekko uchylone i wygięte w delikatnym uśmiechu. Ciekawe o czym tak myśli… Może o mnie? Cóż byłoby fajnie, bo nie zaprzeczę on mi się podoba, i nie tylko mi. W naszej szkole jest pełno uczniów, którzy chcieliby go spróbować. Jednak czy jest możliwe, że po tym wszystkim on wybrałby mnie? Raczej nie. Nie ma się co łudzić Xiumin. Owszem przyjemnie było go całować i przytulać, ale jemu się to chyba nie podobało. Chociaż sam nie wiem… na początku zdawał się być zagubiony, ale potem odpowiadał na moje zaczepki, więc nie ogarniam czemu mnie ugryzł. Czyżbym posunął się za daleko? Nie, na sto procent nie. Przecież to nie było nic wielkiego. Wszyscy tutaj tak robią. A może on jest inaczej wychowany i dla niego takie niewinne zachowania nie są takie znowu niewinne? No nie wiem. Następnym razem nie będę inicjował żadnych zbliżeń i tym podobnych. Poczekam aż on wykona pierwszy krok i mi zaufa. W końcu do cierpliwych świat należy…

            *  *  *
           
            Śniło mi się, że jestem gdzieś na jakimś konkursie tańca. Stoję na scenie i zaczynam tańczyć. Wszyscy na około biją mi brawo, a ja pochłonięty muzyką nie kojarzę co dzieję się wokół mnie. Wszystkie bodźce docierają do mnie z opóźnieniem. Nagle zza głównych drzwi wychodzi Sehun. Co on tu robi? Nie powinien być w domu i wyżywać się na jakimś chłopaku? Niespodziewanie chłopak podbiega do mnie i rzuca się na mnie całując namiętnie. Przyciska mnie swoim ciałem d zimnego parkietu, a aj nie protestuję. Jego biodra ocierają się o moje sugestywnie. Muzyka cichnie, a po sali rozchodzi się mój głośny jęk. Całe moje ciało płonie, ale nie zważam na to i chcę coraz więcej. Nie jestem w stanie się uspokoić. Mrugam kilkakrotnie, żeby się obudzić z tego wstydliwego snu, jednak to wcale nie pomaga. A wręcz jest coraz gorzej. Za każdym zamknięciem powiek coś się zmienia. Nie są to rzeczy istotne, ale jednak. Najpierw tłum zamienia się w uczniów tej szkoły. Potem oni podchodzą coraz bliżej mnie i Sehuna Skandując imię Xiumina. Następnie sędziowie zamieniają się w nauczycieli i oceniają moje pieszczoty w skali od jeden do dziecięciu. Z kolejnym zamknięciem powiek scena zamienia się w klasę lekcyjną, a Sehun w rudowłosego Xiumina. Chłopak łapie moje nadgarstki i unieruchamia je nad moją głową. Po pomieszczeniu rozchodzi się kolejny jęk. Tym razem nie jest on oznaką podniecenia tylko strachu. „Kolega” wkłada mi rękę pod koszulkę i jeździ nią po moim płaskim brzuchu. Rozpina mój rozporek i masuje mojego penisa przez bokserki. Mam łzy w oczach. Nie chcę tego przeżywać ponownie. Boję się, że tym razem może do czegoś dojść. Mój oprawca odwraca mnie na brzuch i całując mój kark zsuwa mi spodnie z pupy, a ja ryczę na cały głos. Usiłuję się wyrwać, ale on jest dla mnie za silny. Ostatkiem sił próbuję kopnąć go piętą w plecy ale nie dosięgam. Już czuję niechybny koniec, więc zaczynam krzyczeć…

            *  *  *( z perspektywy Xiumina)
           
            Jejku, siedziałem tu już kolejną godzinę i nic się do tej pory nie stało. Od tego ślęczenia w jednej pozycji nie czułem tyłka, a tym bardziej nóg. Chyba powinienem się przejść. A co jeśli on się obudzi? Nie… to raczej nie możliwe. Nie ogarnął się przez tyle czasu, to pięć minut go raczej nie zbawi.
             Powoli wstałem z łóżka chłopaka i wyprostowałem kończyny. Przeszedł przez nie ten specyficzny prąd, którego chyba nikt nie lubi i niespiesznie ruszyłem w stronę stołówki. Trochę zgłodniałem. Zjem coś i wrócę do gabinetu. Może jemu też coś przyniosę?
Wszedłem do wielkiej sali i zamówiłem dwa razy naleśniki z Nutellą. Mam nadzieję, że ten młodziak lubi ten orzechowo-czekoladowy krem. Szybko zjadłem obiad i podziękowałem ludziom za to, że po mnie sprzątną. Dziś dyżur przypadał tym dziwnym braciom, których niespecjalnie lubię. Jeżeli się nie mylę to nazywają się Tao i Kris i chyba mieszkają razem z blondynkiem w pokoju. Współczuję mu. Jak on sobie radzi z tymi niewyżytymi niedołęgami? Gdybym miał dzielić z nimi jedno pomieszczenie, to z pewnością bym ich zaciupał już pierwszej nocy, ale cóż… wcale nie jestem od nich dużo lepszy.
Zwinąłem jeszcze ze stołu talerz dla Luhana i bujając w obłokach coraz bardziej zbliżałem się do miejsca, w którym leżał. Po chwili zapukałem w delikatnie w drzwi, ale po czasie zreflektowałem się, że i tak nikt mi nie otworzy, bo młody jest chwilowo nieprzytomny. Wparowałem do gabinetu i zobaczyłem jak Luhan kręci się na łóżku, krzyczy i kopie niewidzialnego wroga. Odstawiłem szybko talerzyk na stolik i zacząłem go uspokajać, jednak nic to nie dało. Zdenerwowałem się bo nie chciałem patrzyć jak on cierpi i postanowiłem nim potrząsać. Robiłem to z coraz większą siłą, a on leżał pode mną i płakał.  W końcu nie wytrzymałem i uderzyłem go lekko w twarz. Blondyn natychmiast uchylił zmęczone powieki i zaczął się trząść.
-Co się stało? – spytałem przejęty.
            Niestety  nie odpowiedział mi tylko rozejrzał wokół. Jego wzrok wylądował na naczyniu z obiadem.
-Zjedz. Zrobi ci się lepiej. Przyniosłem ci je ze stołówki. Jeszcze powinny być w miarę ciepłe…- nie dane mi było dokończyć, bo oberwałem szklanym naczyniem w głowę.
-O…Odejdź stąd i nigdy nie wracaj – usłyszałem przestraszony głos.
-Nie denerwuj się, nic ci nie zrobię. Wybacz mi tamto. Nie mogłem się powstrzymać.
            Chłopak otworzył szerzej oczy, a w jego tęczówkach pojawiły się wesołe ogniki. Oh… cieszę się że tak szybko mi wybaczył. Usiadłem z powrotem na jego posłaniu z zamiarem przytulenia go, jednak on miał zupełnie inny plan niż ja. Rzucił się na mnie z krzykiem i zaczął okładać mnie pięściami. Gdy leżałem na ziemi usiadł na mnie okrakiem i wyładowywał na mnie swoją złość. To nie bolało, ale też nie należało do rzeczy przyjemnych. Poza tym nie chciałem, żeby aniołek znowu zemdlał.
-Przestań Luhan, bo niepotrzebnie zrobisz sobie krzywdę.- Blondynek nie posłuchał się mnie, a wręcz jeszcze mocniej okładał mój brzuch.
            Nie chciałem tego robić, ale nie miałem wyboru… złapałem go za nadgarstki i odwróciłem na plecy, tak że teraz ja na nim siedziałem.
-Opanuj się, nic ci nie zrobię.- wydusiłem z siebie i poczułem jak ciało pode mną się spina i zamiera w bezruchu. Nagle wstrząsa nim dreszcz i po pokoju rozchodzi się płacz. Brzmi on jak wydzieranie się małego dziecka, któremu zabrało się lizaka.
-Nie płacz aniołku. – wstałem z niego,  podniosłem i położyłem go na łóżku, po czym opatuliłem go zręcznie kołdrą i głaskałem po główce.
-Prze…przepraszam.- usłyszałem cichutkie pomrukiwanie. Chłopak oparł się plecami o poduszki i z głośno bijącym sercem pochylił się nade mną. Musnął moje wargi swoimi i szybko opadł na pościel. Nie miałem zielonego pojęcia czemu on to zrobił, ale to było całkiem miłe.
-Spokojnie, nic się nie stało.- szepnąłem bardzo zdziwiony jego niecodziennym zachowaniem.
-Stało, popatrz na siebie…
            Co jest ze mną nie tak. Przecież czuję się normalnie, a nawet lepiej niż normalnie bo On mi wybaczył.
-Nie rozumiem.
-Lustro.- tylko tyle powiedział i zamknął oczy. Jeszcze chwilę wpatrywałem się w niego, aż usłyszałem cichutkie chrapanie. Podszedłem do lustra i to co ujrzałem mnie przeraziło. Wszędzie na mojej twarzy była krew. Pochyliłem się nad umywalką i zacząłem zmywać z siebie zasychającą ciecz. Po chwili byłem już umyty, a do pomieszczenia weszła pielęgniarka.
-I co obudził się już?
-Tak, tylko poszedł znowu spać.
-A, okej, to możesz go już zabrać do jego pokoju. Tylko przyjdź tu z nim jutro na badania kontrolne.
-Dobrze, na pewno będę.- mówiąc to zbliżyłem się do śpiącego aniołka i wziąłem go na ręce. Zostawiłem go w jego pokoju, a sam skierowałem się do Suho. Bez pukania wszedłem do jego gabinetu opowiedziałem mu całą historię, jako przytrafiła się dziś Luhanowi.
-Cieszę się, że przyznajesz się do błędu, ale po co mi to mówisz?
-Czuję, że gdybym miał go szkolić, to prawdopodobnie znowu by mu się coś stało, więc chciałbym zrezygnować z funkcji jego nauczyciela.- odpowiedziałem zwieszając głowę w dół i patrząc się w swoje buty.
-Oh…skoro tak wolisz, to nie mogę zaprzeczyć. Przekaż mu, że jego nowymi nauczycielami będą Tao i Kris.
-Oni!? Ale czemu!?
-No bo nie mam nikogo innego, więc to muszą być oni. Też się z tego nie cieszę, bo mówiąc szczerze nie ufam im, ale z zaistniałej sytuacji nie mamy rozsądniejszego wyjścia.- westchnął i podszedł do mnie. –Tylko powiedz mu to jakoś, sam nie wiem, delikatnie. Nie strasz go i w ogóle bądź miły, bo teraz będzie miał do ciebie uraz.
-Jasne, masz to jak w banku Suho.- już miałem się odwrócić i obwieścić chłopakom „szczęśliwą” nowinę, ale mężczyzna przytrzymał mnie. Spojrzałem na niego nie obecnym wzrokiem. Po chwili starszy naparł na moje ciało i przyparł mnie do biurka. Usiadłem na nim, pozwalając mu na wszelkie pieszczoty. Wpił się w moje usta, a ja bez chwili zastanowienia zacząłem oddawać pocałunek. Był namiętny, może trochę brutalny. Nasze języki walczyły ze sobą. Próbowałem odpierać jego „ataki”, ale było widać że przegrywam. Gdy zabrakło nam powietrza osunęliśmy się od siebie
-Idź już lepiej do TaoRisa, bo w takim tępię do nich nie dotrzesz.
            Zrumieniłem się tak, że wyglądem przypominałem cegłę. Ukłoniłem się nauczycielowi i wybiegłem na korytarz. Oparłem się plecami o ścianę głośno oddychając. Dotknąłem dłonią ust na wspomnienie gorącego pocałunku. Co ja właściwie robiłem i czemu mi się to tak bardzo podobało?




Wyczuwam nowego wroga. Też tak macie, że musicie zrobić coś na necie, a ten się wam rozłącza?
                             


piątek, 3 kwietnia 2015

I am SORRY!!!




                                   
                          Jako że na moim zacnym blogu nie ma jeszcze żadnego One Shota, postanowiłam takowego dodać. Tsa…a teraz na poważnie. GOME bardzo, ale w tym tygodniu nie miałam czasu (w końcu nie długo testy gimnazjalne, a biedna Miko nie ma pojęcia o fizyce i biologii), poza tym miałam konkurs i jako że nie wyczaiłam, że to już piątek (a ja nic jeszcze nie mam napisanego) postanowiłam dodać swojego starego Shota. Postaram się dodać szósty rozdział w sobotę lub niedzielę.
Zaprzeczę waszym pytaniom (tak wiem, że i tak by ich nie było) WENA JEST, tylko z czasem jakoś tak krucho… Nie przeciągam już więcej, MIŁEGO CZYTAMIA!
                                                              



                                                               DZIEŃ Z PAMIĘTNIKA
                                         
                Drogi pamiętniczku!

                Wiem, że to że jestem chłopakiem i piszę pamiętnik, może być mało męskie no ale trudno. Jesteś jedyną osobą (chyba osobą), której mogę powiedzieć wszystko co mnie trapi. Dawno nic Ci nie pisałem więc spróbuje Ci wszystko jakoś ładnie wytłumaczyć. Tylko nie do końca wiem jak.... Ahh… już wiem, zacznę od początku.
                               Pewnego dnia, a było to jakiś rok temu, rozmawiałem z mamą o mojej przyszłości. Postanowiłem wtedy, że zostanę znanym w całej Korei piosenkarzem i tancerzem. Po prostu super gwiazdą. Nie taką z rodzaju tych wszystkich Hollywoodzkich gwiazdeczek o których zaraz się zapomina. Nie… ja będę kimś więcej. Kimś kogo będą rozpoznawać miliony ludzi na świecie. Mimo, że jestem osobą z natury bardzo nie śmiałą to od zawsze chciałem występować na scenie. Wiem, może wydawać się to z lekka dziwne, bo co ja, taki młody chłopaczek może wiedzieć o show biznesie. Tak naprawdę, aż taki młody nie jestem. Mam bowiem 18 lat. Jestem raczej osobą spokojną i cichą. Uwielbiam zmieniać kolory swoich włosów. Ostatnio były czarne, ale mi się znudziły i teraz są białe. Ubieram się raczej normalnie. Nie jestem wielkim fanem kosmetyków i ciuchów. Poza tym nie kręcą mnie dziewczyny. Z początku myślałem, że jestem jakimś dziwnym, felernym, aseksualnym egzemplarzem, jednak później okazało się, że wszystko ze mną Okey, jeżeli można tak powiedzieć o mega pozytywnym geju. Nie przeszkadza mi jak ludzie okazują mi niechęć i gadają coś w stylu, że z tymi babskimi włoskami i oczkami faktycznie wyglądam jak pedał. Do tego się przyzwyczaiłem. Nie lubię, a wręcz nienawidzę jak ktoś patrzy się na mnie ze strachem lub litością i mówi pod nosem, że to się da jeszcze wyleczyć. Ludzie!? Serio nie ogarniacie, że homoseksualizm nie jest żadną chorobą!?
                               Taką głupią sytuację miałem jak szedłem na przesłuchanie do jednej z koreańskich wytwórni. Miałem iść na casting, bo szukali chłopaka, który mógłby tańczyć i śpiewać w nowo powstałym zespole.
                Na początku bałem się, że ludzie będą mnie wytykać palcami, ale oni pewnie mnie nie znają i się nie dowiedzą o moich upodobaniach. Czekając na korytarzu, nuciłem sobie piosenkę lecącą w radiu. Miałem numerek 102, więc trochę się nasiedziałem w poczekalni. Gdyby nie to, że mają tam takie mięciutkie krzesła, to chyba bym nie wytrzymał. Po niespełna godzinie wszedłem do jaskrawo błękitnej sali, gdzie stał magnetofon razem z moją płytą CD w środku. Po szybkim rozciągnięciu kończyn, włączyłem go i z głośników poleciała muzyka. Był to jeden z moich ulubionych utworów Michaela Jacksona. Zacząłem poruszać się do rytmu. Dobierałem kroki tak, aby ze sobą współgrały, były widowiskowe i opowiadały jakąś ciekawą historię. Nie powiem, trochę się zmęczyłem wykonując bardzo trudny układ. Gdy robiłem ostatni obrót, dostrzegłem zadowolone miny sędziów. Chyba im  się podobało. Na szczęście, nie patrzyli na mnie jak ci dziwni ludzie w poczekalni. Byli autentycznie zafascynowani moją osobą.
                               Po skończonym występie poszedłem z mamą, starszym bratem i moim uroczym psiakiem Eve na kartonik mleka bananowego. Moim skromnym zdaniem jest to jeden z najlepszych napoi na caluuutkim bożym świecie.
                               Siedzieliśmy tak w Columbusie od dłuższego czasu. Nie wiedziałem co się wokół mnie dzieje. Za bardzo rozmyślałem o przesłuchaniu i mojej kolorowej (mam nadzieję) przyszłości. Gdy byłem już całkiem odseparowany od świata, zadzwonił telefon. Nie przejąłem się tym zbytnio. Pewnie to kolejne reklamy z T-mobile. Spojrzałem na wyświetlacz i zamarłem. Nie spodziewałem się, że tak szybko będą dzwonić z SM.
-Halo?... Tak słucham… Naprawdę?... dobrze, oczywiście zaraz tam będę…Dowidzenia.- rozłączyłem się pospiesznie, opowiedziałem rodzinie o zaistniałej sytuacji i wybiegłem ku mojemu nowemu życiu. Czułem się jakbym leciał na skrzydłach. Zanim się zorientowałem, wpadłem na szklane drzwi budynku, w którym miałem się po raz pierwszy spotkać z moim nowym zespołem. Tylko chwilkę myślałem, że to sen. Otrząsnąłem się z letargu i z uśmiechem  na ustach wbiegłem do windy. Jak na mój gust jechałem bardzo długo, ale to pewnie dlatego, że tak bardzo się niecierpliwiłem. Wysiadłem na 11 piętrze wieżowca. Zapukałem do drzwi, jednak nikt nie otworzył. Postanowiłem wejść po cichu nie zawadzając nikomu. Moim oczom ukazał się wielki błękitny pokój z gigantyczną, białą kanapą pod ścianą. Z początku myślałem, że ten mebel jest większy od mojego skromnie urządzonego  pokoiku. Odsunąłem od siebie tą myśl. Tamto to już nie był mój dom. Od teraz miałem zamieszkać z chłopakami. Wracając do rzeczywistości, zobaczyłem, że jestem pierwszą osoba z naszego nowego pięcioosobowego zespołu o angielsko-koreańskiej nazwie SHINee. Automatycznie pomyślałem o nowych współlokatorach. Mam nadzieję, że będą fajni albo, że chociaż jeden będzie gejem lub nawet Bi. Nie chciałem znów przechodzić przez piekło związane z moim  odrębnym pociągiem seksualnym. Uważam też, że fajnie by było choć raz nie być najmłodszym z całej zgrai znajomych. Choć raz. Nie mam ochoty na bycie tym najmłodszym, najsłodszym popychadłem zespołu, o które dbają wszyscy tak jakby było jakimś upośledzonym dzieckiem. Nie to, żebym miał jakieś obiekcje do tego, że ludzie mi usługują, ale chciałbym spróbować żyć normalnie.
                Podczas tego małego rozmyślania do pomieszczenia wszedł chłopak. Był ubrany na czarno, z wyjątkiem zielonej koszulki. Wyglądał na młodszego ode mnie. Jej! Ktoś na górze w końcu rozpatrzył moje prośby pozytywnie. Przypominał mi z lekka charyzmatyczną żabę. Uśmiechnąłem się do niego przymilnie i ruszyłem w jego kierunku. Chciałbym się z nim bliżej zapoznać (if you know what it mean), bo jest nawet w moim typie. Podałem mu dłoń, jednak on chyba nie zrozumiał mojego zamysłu bo przyciągnął mnie do siebie w czułym uścisku. Straciłem równowagę i chyba zbyt mocno oparłem się o jego umięśniony tors i polecieliśmy razem na ziemię. Czułem jak krew dociera do moich policzków. Chciałem się podnieść, ale nieznajomy nie wypuszczał mnie ze swoich silnych ramion. Gdy tak wierciłem się na chłopaku, do pokoju wszedł kolejny członek zespołu. Miał bardzo zszokowaną minę, jednak po chwili jego wyraz twarzy zmienił się na rozbawiony, a nawet ironiczny.
                -Jezu, znowu na geji trafiłem. Cóż, przynajmniej nie będę się nudził.-rzucił wyraźnie z siebie zadowolony.-Mam na imię Jonghyun, a wy?
                               Wstałem pospiesznie i odgarnąłem białe kudełki z czoła. Podążyłem w stronę Jonga.- Ja jestem Taemin, a ten nie wyżyty chłopak to… W sumie jak masz na imię?
                -Znaczy nie znasz go, a już sobie z nim pogrywasz Tae? Już cię lubię.-zaśmiał się perliście.
                -Jestem Lee MinHo, możecie mówić do mnie po prostu Minho.
                -Okey, to może opowiecie mi coś o sobie, bo jestem ciekawy, z kim będę żyć przez najbliższy czas.- zaczął Jong.
Zapanowała cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Postanowiłem się odezwać.
-Mam 17 lat, kocham tańczyć i nawet trochę śpiewać. Poza tym uwielbiam mleko bananowe i…- właśnie gdy miałem zamiar mówić o Eve, Minho bezwstydnie mi przerwał.
-Ha! Wiedziałem, wiedziałem!- popatrzyliśmy na niego jak na idiotę, a on zaczął tańczyć dziwny taniec zwycięstwa.- Jestem od ciebie starszy! Ale nie przejmuj się słodki maknae, będę o ciebie dbał jak mama o swojego synka.
-Coooo???- wyrwało mi się- to ile ty masz lat?- pisnąłem zaskoczony.
-Skończone 18 kotku.
-Ale… ale… wcale nie muszę być najmłodszy, zawsze te dwie osoby które dojdą mogą być ode mnie młodsze.- powiedziałem pewny siebie.
-Przykro mi Tae, ja znam Key i Onew, oni są od ciebie starsi.- wydukał Jong swoim melodyjnym głosem.- Właśnie w tym momencie do pokoju wpadli wyżej wymienieni nieznajomi.
-Hej jestem Kim Kibum, ale możecie mówić do mnie Key albo Nasz Królu Stylu. Jak wolicie.- uśmiechnął się uroczo. Czułem, że razem z kolorowowłosym szybko znajdziemy nić porozumienia.
- Ja jestem Onew i mam być waszym liderem.
                 Przedstawiłem siebie i tego zapatrzonego we mnie flaming charisma.
Po ogólnym przywitaniu się i powiedzeniu przez Key, że od dzisiaj będzie moją Ummą, poszliśmy do naszego nowego dormu. Niestety okazało się, że mam być w pokoju z Żabą.  Nie specjalnie radowała mnie ta myśl, ale postanowiłem być miły. Bądź co bądź Minho jest nawet przystojny…
                Przerwałem swoje nie cenzuralne myśli i radośnie zbiegłem ze schodów stojąc przed Hyungami.
-Chłopcy, ubierajcie się. Ja skocze tylko do jakiegoś sklepu po zapasy i zrobimy sobie imprezę przywitalną.- krzyknął uradowany Onew.
                Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami i zaczęliśmy przygotowania do super imprezki. Każdy z nas dostał jakieś zadanie. Ja i mój współlokator musieliśmy posprzątać trochę ten syf, który udało nam się zrobić w niespełna parę godzin. Natomiast Key i Jong mieli zająć się przygotowywaniem przekąsek w kuchni. Nie zdążyło minąć nawet dziesięć minut, a po całym apartamencie roznosiły się odgłosy kłótni hyungów.
Postanowiłem się tym nie przejmować, w końcu miałem poważniejszy problem. Musiałem posprzątać łazienkę z tym płazem. Po długich narzekaniach wyczyściłem lustro i zacząłem niespiesznie się w nim przeglądać. Domyśliłem się, że nasza współpraca będzie szła po mojej myśli. Niepostrzeżenie chciałem wymknąć się z łazienki, ale starszy to zauważył, pokręcił palcem i zamknął drzwi na klucz. Niestety owy przedmiot schował do tylnej kieszonki w swoich obcisłych spodniach. I jak ja mam teraz niby stamtąd wyjść!? Ah… już wiem zwinę mu klucz! Tylko jak? Usiadłem na pralce i zacząłem opracowywać swój chytry plan. Zagapiłem się i przez „przypadek” dostałem brudną ścierą po twarzy. Nie fajnie, bardzo nie fajnie. Odwdzięczę się jemu. Powolutku zszedłem z pralki i mrugnąłem wyzywająco do Minho. Chyba tego nie zauważył, ale ja już miałem super pomysł. Zacząłem mówić do niego jakieś bzdury o tym jak Key i Jong są razem. Chłopak zdziwiony odwrócił się przodem do mnie jednocześnie uśmiechając się zawadiacko. Postanowiłem zignorować jego dołeczki w policzkach, które właśnie miałem ochotę polizać. Podszedłem do niego nie spiesznie i popchnąłem go w kierunku wanny. Myślałem, że będzie wyglądać to z lekka inaczej. Raper zamiast przewrócić się na brzuch(ja bym mu wtedy wyciągnął kluczyk), upadł na plecy w dodatku ciągnąc mnie ze sobą. Miał dużo więcej siły niż ja więc wylądowaliśmy razem w wannie. Podczas całego tego incydentu miałem zamknięte oczka. Dopiero gdy je otworzyłem, ujrzałem brązowe paczałki Żabola jakieś pięć centymetrów od moich. Patrzyłem jak zaklęty i nie było już dla mnie ratunku. Nie byłem w stanie oprzeć się jego głębokiemu jak ocean spojrzeniu. Moje serce chciało być jeszcze bliżej jego, natomiast mój umysł pragnął uciec jak najdalej. Nie posłuchałem go i powoli, niespiesznie zbliżyłem usta do ust Minho. Starszy początkowo nie zareagował, ale już po chwili oddawał pocałunek z nawiązką. Najpierw delikatnie jak skrzydła motyla, a potem coraz śmielej, aż w końcu między naszymi językami wynikła walka o dominację. Starałem się nie poddawać jednak musiałem kiedyś zaczerpnąć tchu. Odsunęliśmy się od siebie tylko na chwilkę, po czym wróciliśmy do poprzedniej czynności. Całowaliśmy się dłuższą chwilę i pewnie trwało by to dłużej, gdyby nie głośne krzyki chłopców. Zerwałem się jak oparzony z wyrzeźbionego, jakby przez Michała Anioła torsu i próbowałem otworzyć drzwi. Niestety ręce trzęsły mi się nie miłosiernie, głównie dlatego, że byłem już ciut podniecony. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i przytulił mnie od tyłu, kładąc podbródek na moich włosach.
-Co ty taki strachliwy, mordko?
-Nie, wydaje ci się. I nie mów do mnie „mordko”, to brzmi jakbym był jakimś psem.
-Oczywiście księżniczko.
                Zarumieniłem się na te słowa. Czy on musiał nazywać mnie jak dziewczynkę? Pewnie w jego oczętach brakuje mi tylko różowej, tiulowej spódniczki, do tego aby zostać miss. Jego nie doczekanie, może sobie co najwyżej pomarzyć. Zrobiłem trochę zagubioną minę, ale Żabojad chyba nie zwrócił na to uwagi. Zamiast tego otarł się o mnie niby „przypadkiem” i powolutku uchylił wejście. Nie zważając na niego, wypadłem z pomieszczenia jak burza, zbiegłem ze schodów i stanąłem przed liderem, który trzymał w rękach tonę butelek z alkoholem. Ślinka pociekła mi na ten widok.
-Chodź, pomogę ci Hyung. Nie przemęczaj się.-powiedziałem nieco ironicznie.
-Młody, ile ty masz lat? Mi się wydaję, że jeszcze nie jesteś pełnoletni, więc łapki z daleka.
                Ojejku, jejku. Przecież nie jestem już dzieckiem, za rok będę miał 18. co za różnica rok w tą czy w tamtą.
-Ale Hyung, tylko troszkę. Wszyscy będą pili, tylko nie ja.
                Zrobiłem swoją firmową minkę i przytuliłem się przymilnie do Onew.
-Co ty w kulki lecisz? Ta twoja minka ala psie oczka, działa tylko na Minho.
                Zdziwiłem się, to było aż tak bardzo widać? Osunąłem się posłusznie i poszedłem błagać Key, aby porozmawiał jeszcze z liderkiem. Nie chciałem aby było tak, że się nie upiję. Nie lubię być wyjątkowy, chodź taki jestem. Ach ten narcyzm bijący ode mnie…
                Po jakiejś godzinie oglądania telewizji chłopcy uwinęli się ze sprzątaniem i przekąskami. Usiedliśmy na naszym uroczym, puchatym dywaniku i zastanawialiśmy się co dalej.
-A może byśmy zagrali w butelkę?- spytał rozradowany Onew.
-Jasne- odpowiedzieli wszyscy chórem, z wyjątkiem mnie.
                Ja jak zwykle siedziałem z boku i zachowywałem się jak powietrze. Mówiąc szczerze, na ogół jestem bardziej towarzyski, ale wytrąciła mnie z równowagi ta cała sytuacja z Minho. Nie do końca wiem jak mam się zachować. Postanowiłem, że lepiej będzie jak będę udawał, że między nami nic się nie wydarzyło. Może on też zapomni i zainteresuje się kimś innym.
-To kto zaczyna? Może Jong. W końcu to on jest tutaj twarzą zespołu.
-Okej- powiedziałem.
                Miałem nadzieję, że nie spotka mnie ten cały zaszczyt kręcenia szklanym przedmiotem. Po paru sekundach Jong zaczął kręcić. Butelka najpierw szybko się obracała, by po chwili zwolnić i leniwie okręcać się wokół własnej osi. Nie ubłaganie zwalniała i była coraz bliżej mnie. Wstrzymałem oddech i z utęsknieniem czekałem na końcowy wynik. Wreszcie pojemnik stanął i padło na niczego nie spodziewającego się Key.
-O jak fajnie!- krzyknął uradowany.- wymyśl mi jakieś fajne zadanie Jongi, wiesz, że mogę zrobić wszystko.
                Chłopak mrugnął sugestywnie, a mi opadła szczęka. Czy nasza zespołowa Diva kręciła z Dinozaurem? Postanowiłem zbagatelizować problem i udawać, że o niczym nie wiem.
-Okay. Hmmm… co by tu?...- zastanawiał się Hyung.- O już wiem, wejdź na stół i zacznij seksownie tańczyć.
                Kolorowo-włosy, uśmiechnął się dumnie, wypił kieliszek soju i wskoczył na kuchenny stół. Nie trzeba było długa czekać. Po chwili ktoś włączył muzykę, a Diva zaczął wykonywać jakieś nie skomplikowane ruchy. Najpierw tylko się rozgrzewał. W miarę upływu czasu stawał się zwierzęciem. Podnosił lekko koszulkę ukazując swój blady, ale i pociągający brzuch. Nie mogłem tak siedzieć i nic nie robić. Czułem jak mój bliski przyjaciel budzi się do życia. Gwałtownie rzuciłem się w kierunku przypadkowej butelki z napojem alkoholowym i duszkiem wypiłem połowę jej zawartości. Tak, teraz mogłem już w spokoju oglądać show mojej nawalonej w trzy dupy Ummy. Chłopak szybkim ruchem zdjął górne odzienie i uklęknął na kolanach. Pociągająco odpiął pasek u mocno dopasowanych spodni. Wyjął go i zaczął kręcić nim nad głową jak lassem. Nie chciałem więcej oglądać striptizu na stole więc odwróciłem wzrok. Jedyną osobą, która przypatrywała się temu przedstawieniu był Jong. Zamknąłem oczy modląc się aby to już się skończyło. Na moje szczęście piosenka dobiegła końca, a wokalista zaczął się ślinić. Fuuu… jak tak można przecież to jego najlepszy przyjaciel. Nie wnikam jak chcą się zabawiać, to proszę bardzo, bylebym ja tego nie musiał słuchać.
Gdy Key schodził z blatu, ubierając się bez większego pośpiechu. Wkładając koszulkę, przypadkowo potarł o swojego prawego sutka. Z jego ust wydobył się cichy jęk pożądania. Na ten widok śliniący się Jonghyun wybiegł z pokoju, uderzając o brzeg kanapy nogą.
-A temu co znowu?- spytał rozochocony Umma.
-Chyba za bardzo się podniecił patrząc jak się sam zaspokajasz.- powiedział Minho z nie miłym uśmieszkiem.- Ale nie martw się, widziałem , że mu się podobało- poruszył sugestywnie brwiami.
-Okey… pójdę sprawdzić co on tam tak głośno wyprawia.- odezwałem się.
                Jak powiedziałem, tak też uczyniłem. Wchodząc po kręconych schodach, coraz wyraźniej słyszałem krzyki Jonga. Zacząłem się martwić, co on tam robi? Rozmyślając intensywnie, stanąłem przed drzwiami do naszej wspólnej łazienki.
-Co robisz?- spytałem przymilnie i odsunąłem się od pomieszczenia, w którym jeszcze kilka chwil temu miziałem się z Żabą.
                Nagle za drzwiami zrobiło się zupełnie cicho. Chłopak udawał, że tam wcale nie siedzi.
-Jong! Przecież wiem, że tam jesteś. Pomóc ci w czymś albo coś przynieść? Tak szybko wybiegłeś, że się przestraszyłem.
-Yyy… NIE… znaczy nie dzięki. Nic mi nie jest, po prostu mam lekką niestrawność. To pewnie dlatego, że za dużo wypiłem.
-Hyung, jak chcesz to mogę ci dać jakąś tabletkę, tylko otwórz te głupie drzwi!- to ostatnie to już wykrzyczałem zdezorientowany jego dziwnym stanem.
-Dobrze, tylko wejdź cicho i się nie patrz. A i nikogo nie wpuszczaj.
-Jasne.
                Po tych słowach usłyszałem zapinanie zamka (to chyba był rozporek) oraz skrzypienie drzwi. Pospiesznie wszedłem do malutkiej świątyni dumania i zamarłem. Zobaczyłem zarumienionego Dinozaura siedzącego na pralce. Miał założoną nogę na nogę i wyraźnie próbował uspokoić oddech. Od razu do niego podbiegłem i przyłożyłem rękę do jego rozpalonego czoła.
-Hyung, ty masz gorączkę.- oznajmiłem spokojnie.
-Nie, nic mi nie jest, po prostu daj mi skończyć to co zacząłem i będzie po sprawie.
                Nie zrozumiałem o czym on mówi, dopóki nie wskazał palcem na boleśnie nabrzmiały namiocik, rysujący się w jego spodniach. Od razu zarumieniłem się i zacząłem wycofywać się w kierunku korytarza.
-Czekaj Tae, musisz mi pomóc bo mam problem.
                Zarumieniłem się jeszcze bardziej. Nie chciałem brać udziału w dziwnych przypadłościach wokalisty.
-Ja… chyba już sobie pójdę…
-Nie nigdzie nie idziesz. Chcę ci coś wytłumaczyć i prosić o wyrozumiałość, tylko odwróć się na chwilę do tyłu i zatkaj uszy.
                Nie wiedziałem, czy postępuję dobrze, ale postanowiłem choć raz posłuchać się Hyunga. Okręciłem się i szczelnie zatkałem uszka dłońmi. Niestety nie minęła nawet chwila jak usłyszałem z początku ciche, a później coraz głośniejsze jęki wydobywające się z ust chłopaka. Chciałem jak najszybciej zapomnieć to co aktualnie słyszę, ale cóż nie można mieć wszystkiego. Już miałem zamiar ulotnić się, gdy moją uwagę zwrócił głuchy krzyk. Odwróciłem się i zamarłem. Jong siedział rozwalony na swoim wcześniejszym miejscu. Jego oczy były lekko zasłonięte powiekami i zasnute mgiełką podniecenia. Usta miał wyschnięte, a policzki bardziej zaczerwienione niż ściany mojej krwistoczerwonej sypialni. Na pierwszy rzut oka widać było, jak jego wargi układają się w jedno słowo: Key.
Właśnie w tej chwili zdałem sobie sprawę z jego uczucia, którym darzył Divę.
-Hyung już wiem jaki masz problem i nie przejmuj będę milczał jak grób.
-Nie, ty nie rozumiesz. Ja znam go i przyjaźnie się z nim od około dziesięciu lat i nie wiem jak on zareaguje na moje wyznanie. Czuje, że już stanowczo za długo ukrywam to w sobie. Pomóż mi…
-Hmmm…uważam, że powinieneś powiedzieć mu co czujesz, tylko nie prosto z mostu. Najlepiej powiedz mu to na osobności, albo wtedy kiedy my będziemy zajęci. Jestem pewien, że on czuje to samo co ty, tylko boi ci się to wyznać, bo uważa, że go odrzucisz.
                Zastanowiłem się na chwilę. Jong tylko przyczłapał się do mnie i wziął mnie w swoje ramiona. Podziękował i najzwyczajniej w świecie wyszedł, zostawiając mnie samego. Mam nadzieję, że dobrze mu doradziłem, bo nie chcę mieć na sumieniu jego nieszczęśliwej miłości.
Spojrzałem w lustro. Wyglądałem jakbym właśnie brał udział w jakiejś dzikiej orgii. Postanowiłem szybko przemyć twarz i wrócić do reszty. Po skończonej czynności zbiegłem radośnie na dół i przed swoimi oczami ujrzał nie typowy obrazek. Mianowicie Key siedzącego na kolanach Jonga i całującego go namiętnie i desperacko.  Zdecydowałem się nic nie mówić i usiąść obok zaskoczonego Minho i Onew. Chwilę tak czekaliśmy, aż chłopcy się otrząsną i zwrócą na nas większą uwagę, przecież mieliśmy dokończyć grę.
-Yhmm…- chrząknął głośno lider.- Możecie już przestać?
-Yyy… jasne, przepraszamy- powiedzieli chórem, w tym samym momencie czerwieniąc się i spuszczając głowy.
-Masz Key, teraz ty kręcisz.
                Podałem mu przedmiot, modląc się w duchu aby nie wypadło na mnie. Po niespełna sekundzie butelka była już w ruchu. Nie spiesznie obijała się o nierówne podłoże, aby pokierować i zatrzymać się odwrócona w moją stronę. Zbladłem, coś czułem, że skoro to Diva wymyśla mi zadanie to mam, jak to się mówi, ostro prze kichane. Chłopak podskoczył radośnie i spojrzał prowokująco na mnie i Żabola mówiąc:
-Chcę, żebyście się pocałowali, tylko nie tak jak bracia. To ma być z uczuciem i oczywiście języczkiem.
                Zaczerwieniłem się i wpatrywałem się w osobę siedzącą obok mnie. Miałem wrażenie, że to jakiś kiepski i mało śmieszny żart. W sumie było z jednej strony było mi miło, że to właśnie jego mam cmoknąć, a z drugiej chciałem się zapaść pod ziemie. Przeklęty Key, już ja mu tego nie daruje.
Postanowiłem mieć to już jak najszybciej za sobą, więc uklęknąłem i lekko pochyliłem się w stronę Minho. Wsparłem się też lewą ręka o jego udo tak aby nie upaść. Zacząłem coraz bardziej zbliżać się do jego kuszących ust. Gdy byłem oddalony od niego o jakieś pięć centymetrów, Jong popchnął mnie na tyle mocno, że wylądowałem na kolanach Minho. Chłopak przytulił mnie i patrzył mi prosto w oczy. Byłem w nie komfortowej sytuacji. Siedziałem na podbrzuszu osoby, która mnie podnieca i ja ją chyba również, czego da się łatwo domyślić po krągłości rosnącej w jego spodniach. Było to dziwne, ale chciałem być jeszcze bliżej niego, więc oplotłem jego boki nogami, a on zsunął swoje dłonie z moich pleców na moją pupę. Gdy zaczął ją miętosić i masować wpiłem się w jego rozchylone wargi. Nie mogłem już dłużej czekać. Odkąd spróbowałem ich pierwszy raz cały czas o nich myślę. Zacząłem składać delikatne pocałunki wokoło jego ust. W końcu nie wytrzymałem napięcia i wpiłem się w jego miękkie wargi, mrucząc cichutko. Starszy uśmiechnął się i od razu próbował mnie zdominować. Ze wszystkich sił starałem się nie tracić rezonu, jednak gdy on się ocierał o mojego „przyjaciela” nie wytrzymałem. Wplotłem mu palce jednej ręki we włosy, chcąc przyciągnąć go jeszcze bliżej, a drugą zjechałem na jego klatkę piersiową. Gładziłem go po niej delikatnie, a za razem zmysłowo, pragnąc dać jemu i sobie jak największe doznania. On decydując mi się odpłacić, skierował swoje dłonie na mój pasek. Zdarzył go odpiąć i zsunąć mi spodnie do połowy tyłeczka, gdy usłyszeliśmy głośne wiwatu i oklaski. Odwróciłem się pospiesznie w stronę hałasów i zauważyłem trzy pary oczu, wpatrujących się w moją osobę z różnymi emocjami. Od matczynej dumy, poprzez szczęście, kończąc na akceptacji.
Gdyby nie mocny uścisk bruneta już dawno uciekł bym z tego miejsca, nie zważając na konsekwencje.
-To my może skończymy na dziś tą zabawę i damy naszym gołąbeczkom wolną chatę?- spytał lider.
-Jasne, to my pójdziemy  do pokoju, bawcie się dobrze.- wymruczałem.
-Ja zaklepuje pokój z Jongiem.- krzyknął rozradowany Key.
-To ja może wynajmę sobie inny pokój.-powiedział cicho przygnębiony Onew.
                Udałem się do kuchni, z chęcią przekąszenia czegoś udając, że nie widzę jak Minho podąża za mną krok w krok. Stanąłem naprzeciwko lodówki. Otworzyłem ją, a moją twarz omiotło zimne powietrze. Tak… tego mi właśnie było trzeba. Czułam jak cały się w środku gotuje z nadmiaru emocji. Popatrzyłem dokładnie na półki, ale nie mogłem znaleźć nic co przykuło by moją uwagę. Wszędzie tylko kurczak i kurczak. Jak się mieszka z Onewem, to w każdym możliwym miejscu jest kurczak, że jemu już się nie nudzi jedzenie tej samej potrawy codziennie. Poddałem się i zamknąłem zrezygnowany drzwiczki. Odwracałem się, gdy nagle zostałem popchnięty na ścianę. Wystraszyłem się, a moje serce kołatało się w piersi tak jakby miało właśnie z niej wyskoczyć. Otworzyłem oczy i ujrzałem przed sobą idealnie skrojone usta i ciemny, intensywny wzrok. Przysunąłem się do chłopaka i złapałem jego ciepłą, dużą dłoń.
-Chodźmy na górę…-nie wierzyłem, że to powiedziałem. Przecież jestem nieśmiały i zdenerwowany, a myślę o takich nie cenzuralnych rzeczach. Spłoniłem się i chciałem wydostać się z mocnego uścisku przyjaciela.
-Gdzie ci tak spieszno młody? Jeszcze reszta nie wyszła, a ty już pakujesz mi się do łóżka.
Zdenerwowałem się i dałem mu lekkiego kuksańca w bok, na co on zareagował głośnym śmiechem.
Po chwili usłyszałem szczęk zamykanych drzwi i poczułem usta Minho na mojej białej szyi. Zaczął ją delikatnie ssać, lizać i podgryzać na zmianę. Podobało mi się i nie mogłem już udawać, że jest inaczej, więc odchyliłem głowę w tył i cichutko jęknąłem. Poczułem uśmiech Pana Charyzmatycznego przygryzłem wargę.
-Po co to robisz? Nie przygryzaj jej. Chcę posłuchać jak seksownie jęczysz i wykrzykujesz moje imię kochanie.
Spłoniłem się i wtuliłem główkę w zagłębienie szyi chłopaka tak, aby nie zauważył moich czerwonych policzków. Chłopak przycisnął mnie mocnie do siebie i oparł swoje dłonie na moich pośladkach. Zacząłem głośno oddychać. Czułem jak nogi się pode mną uginają. Minho chyba to wyczuł, bo pogładził mnie delikatnie po zakończeniu pleców i wziął mnie na ręce. Wskoczyłem na niego bez zastanowienia i oplotłem swoimi nogami jego tors. Po chwili pocałowałem go namiętnie. Udaliśmy się po schodach w stronę naszego pokoju. Żabol cichutko zamknął za nami drzwi i posadził mnie na swoim pościelonym łóżku, a sam wrócił aby zamknąć drzwi na klucz. Usiadł obok mnie i wsunął rączki pod moją koszulkę. Popchnął mnie delikatnie na poduszki i zawisł nade mną z  niemą prośbą o przyzwolenie. Nie ufałem swojemu głosowi, więc kiwnąłem lekko głową. Starszy usiadł na mnie okrakiem i podciągnął moją bluzkę do góry, odsłaniając mój mleczny brzuch i dwa różowe punkciki. Złapał mnie za nadgarstki i wyciągnął mi ręce za głowę. Przełożył je do jednej ręki, a drugą zjechał na lewy sutek. Pisnąłem z zaskoczenia. W końcu nie codziennie ktoś sprawia mi takie pieszczoty. Jego usta składały motyle pocałunki na mojej żuchwie, rozpoczynając swoją wędrówkę. Później obsypywały moją szyję milionem słodkich pocałunków, czasem liżąc ją i podgryzając. Powoli schodziły coraz to niżej, aż w końcu wylądowały na mojej piersi. Nagle poczułem się jak w niebie. Jego wargi podgryzały mojego sutka. Chłopak nie zaprzestając czynności podniósł swój zamglony wzrok na moją twarz. Uśmiechnął się pobłażliwie i zniżył głowę tak, że policzkiem ocierał się o moją męskość. Zarumieniłem się delikatnie i jęknąłem. Nie chciałem żeby pomyślał sobie, że nigdy tego nie robiłem, więc zakryłem usta dłonią.
-Przestań kotku, chcę cię usłyszeć.- mówiąc to złapał za moją górną kończynę i ją ucałował.
                Potem wrócił do maltretowania mnie i zaczął lizać i ssać mnie przez bokserki. Coraz szybciej oddychałem, jednak on był nie wzruszony. Zachowywał się jakby nie pierwszy raz robił coś takiego. A może ja jestem tylko dla niego zabawką? Nie, Minho taki nie jest…
Chłopak lekko uklęknął między moimi nogami i wyjął mojego nabrzmiałego przyjaciela z bielizny. Zapatrzył się na niego, po czym wziął go do buzi i ssał mocno. Myślałem, że już nie wytrzymam dłużej i zacząłem coraz głośniej jęczeć.
-Mi..mi..MINHO…
                Z nadmiaru przyjemności, spuściłem się w jego buźce. Było mi wstyd, jak mogłem tak szybko dojść. Po tym zdarzeniu on nie będzie chciał mnie już znać. Szkoda, bo ja na pewno bez niego nie wytrzymam. Kocham go, chyba jeszcze mocniej niż przedtem. Minho z uśmiechem na pyszczku połknął moją spermę i przyciągnął mnie do siebie w czułym pocałunku. Chłopak przygryzł moją dolną wargę i rzekł:
-Jesteś gotowy Tae?
                Pokiwałem entuzjastycznie głową. Nawet nie wiedziałem o co chodzi, ale skoro on mi to proponuje, to znaczy, że musi to być przyjemne. Bez większych przemyśleń zgodziłem się. On włożył mi dwa palce do ust i kazał ślinić. Zrobiłem to i po chwili wpił się w moje usta. Mokrymi palcami przejechał po mojej pupie. Zadrżałem i krzyknąłem, jednak nie było tego słychać bo mój głos został zagłuszony przez miękkie wargi Minho.
-Może trochę zaboleć…
                Po tych słowach włożył we mnie pierwszego palca. Łzy napłynęły do moich oczu. Starałem się być silny. Nie musiałem długo czekać, bo po chwili do tego palca dołączył kolejny, a potem jeszcze jeden. Nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi starszy zastąpił swoje paluszki czymś większym i grubszym. Całował mnie i jednocześnie wchodził głębiej. Czułem jakby mnie coś rozrywało od środka.
-Ohhh… jesteś taki przyjemnie ciasny… Nie płacz, staram się być delikatny.
                Zlizał mi słone krople z twarzy i obcałowywał cały mój kark. Czułem, że zaraz dojdę po raz kolejny. Było mi tak wspaniale. Kiedy już myślałem, że nie może być lepiej, raper zaczął wbijać się we mnie jeszcze głębiej, mocniej i szybciej. Raz po raz uderzał w moją prostatę. W powietrzu unosił się silny zapach męskiego potu. Moje rączki ślizgały się po satynowej pościeli mojego chłopaka. Tak mi się wydaje, że od tego incydentu w łóżku jesteśmy razem. Jeszcze chwila i nie dałbym rady. Całe moje ciało drżało.
-Ja…ja…zaraz…- wykrzyczałem.
-Zróbmy to razem…- wymruczał.
                I właśnie w tej chwili doszliśmy. Wszędzie była moja i jego sperma. Normalnie cała sypialnia w białym śniegu Hihi. Upadłem na miękkie, czarne poduszki, a zaraz za mną Minho. Oddychaliśmy bardzo szybko, dopiero teraz poczułem jak jego sperma wylewa się ze mnie. Nie czułem obrzydzenia, wręcz przeciwnie byłem dumny, że zrobiliśmy To razem.
-Kocham Cię- szepnął cicho, ale i tak go usłyszałem i wtuliłem się w jego spocony tors. Mmmm… boże jak on pachnie. Cudownie. Gdyby nie to, że zaraz pojawią się chłopcy, to pewnie byłaby kolejna runda.
-Też Cię kocham.- wyszeptałem i zasnąłem.
Ostatnie co pamiętam, to jak zostałem okryty kołdrą i mocniej przytulony.
                Nad ranem zostałem brutalnie obudzony przez Onew, Key i Jonga, którzy wparowali z wielkimi uśmiechami na japach, do naszego pokoju. Cyknęli nam masę zdjęć i zaczęli się coraz bardziej chichrać.
-O, widzę że noc mieliście udaną- kolejna salwa śmiechu.
-Jak wam się spało kochasie?- wyszczerzył się Key.
Zarumieniłem się i już miałem coś powiedzieć, gdy przerwał mi Minho.
-A co? Zazdrościcie? Taeś jest cudny w łóżku. Jestem pewny, że jak go poprosicie to może wam pomóc w waszym małym problemie.
                Zamrugał sugestywnie brwiami. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Boziu, jakie to było zawstydzające. Nagle, ni stąd ni zowąd wszystkie twarze zwróciły się w moim kierunku. Zerwałem się z  łóżka i chciałem wybiec z pokoju, ale Key zamknął mi drzwi przed nosem.
-No i, jak było? Swojej mamie możesz przecież powiedzieć.
-Do niczego nie doszło, ludzie dajcie mi spokój…-krzyknąłem, miałem już łzy w oczkach.
-Właśnie widzę.- powiedział Key z powątpiewaniem.- Spójrz na dół.
-O co Ci cho..- nie skończyłem, bo ogarnąłem, że stoję przed nimi tak jak na świat przyszedłem. Czytaj: kompletnie nago. Szybko czmychnąłem pod kołdrę i przytuliłem się do równie gołego Minho.
-Auć!- pisnąłem z bólu.
- Co się stało!?- krzyknęli przestraszeni domownicy.
-Pupa mnie boli-szepnąłem i skuliłem się jeszcze bardziej.
Wszyscy się roześmiali, nawet mój chłopak.
-I ty masz czelność wmawiać nam, że do niczego nie doszło?- Schowałem się pod poduszkę, szukając mojej bielizny.
-Tego szukasz?- spytał Onew kręcąc moimi bokserkami na palcu jak lassem.
-Yyy…Możesz mi je łaskawie oddać?- spytałem speszony?
-Jasne.- rzucił ubraniem prosto w moją, już dosyć mocno zaczerwienioną mordkę. Ubrałem je szybciutko i wybiegłem z krzykiem Tarzana z pokoju. Nie chciałem ich na razie widzieć. Musiałem przemyśleć parę spraw. Zamknąłem się w łazience i wszedłem spokojnie pod prysznic. Po chwili  moje drzwi zaskrzypiały, jednak nie zwróciłem na to większej uwagi. Pochyliłem się, aby podnieść szampon do włosów, gdy poczułem na swojej pupci czyjeś łapska. Pisnąłem, ale zostałem zagłuszony przez ust. Ciekawe czyje.
-Beze mnie się myjesz? Myślałem, że skoro „To” zrobiliśmy to jesteśmy parą, a ty przede mną uciekasz.
-Przepraszam kotku.- mówiąc to wpiłem się w jego wykrzywione w podkówkę usta.
                Pamiętam, że po tym prysznicu, przez jakiś tydzień nie mogłem normalnie siadać, ale było warto. To był chyba nasz najlepszy seks. Chociaż jeszcze dużo przed nami.
                Pamiętniczku, mam nadzieję, że teraz już znasz lub kojarzysz moją historię. Wiem, że zdarzyło się to dawno temu, ale bardzo lubię przypominać sobie to zdarzenie. Oficjalnie jestem z Minho od dwóch długich i przecudownych lat. On broni mnie przed innymi, jest wyrozumiały i prawie nigdy się nie kłócimy. Cieszę się, że mamy razem pokój (na szczęście mamy wyciszone ściany), więc często się razem bawimy. If you know what it mean. Niestety nie wszystko układa  się tak jak powinno, ale jesteśmy razem i to jest najważniejsze.
P.S. może to dziwnie zabrzmi, ale myślę, że ty też kiedyś znajdziesz sobie drugą połówkę. Możliwe, że będzie Cię kochać tak samo jak Minho uwielbia mnie.

                                                                                                                                                             TWÓJ TAEMIN



Następny rozdział pojawi się najpóźniej w sobotęJ